rzeczy blog

    Twój nowy blog

    może

    Brak komentarzy

    coś mu się stało, na pewno coś się stało, na pewno, zamartwia się głośno w tramwaju o swojego kompana, który nie zjawił się na tradycyjnej niedzielnej popijawce, grupka nieco starszej, takiej pod pięćdziesiątkę znaczy się, młodzieży, jedziemy do niego, to postanowione, może coś mu się stało, na pewno coś się stało, na pewno.
    *
    eksplodujące auta, autobusy, tramwaje, wybuchające po kolei stoiskastanowiska w galerii łódzkiej, rozrywaniwybuchani ludzie, produkuje mi irytująco przed oczami moja podatna na sugestie wyobraźnia, gdy przemieszczam się przez zadeszczoną łódź po baader-meinhof, obejrzanym wczoraj w kinie charlie.  
    *
    problem nieposiadania większej ilości par oczu pojawia się po raz kolejny, gdy, w przerwie w czytaniu w obronie przegranych spraw slavoja žižka, dobieram się do wstępów do: innej jego książki, czyli rewolucji u bram. pisma lenina z roku 1917 oraz uwikłanych w płeć judith butler.
    *
    kiedy oficer kgb zapytał go, czy posiada broń, lucacs spokojnie sięgnął do kieszeni i wręczył mu pióro.
    [z książki rewolucja u bram. pisma lenina z roku 1917 slavoja žižka, str. 48]
    nihil novi, a cieszy.
    *
    sen:
    w betonowym, wypełnionym pożółkłym światłem pomieszczeniu bez okien, w praktyce wygląda to tak, mówi do mnie, biorąc do ręki łom, staje obok jednej z apatycznie kiwających się osób, ręce przed siebie, osoba je unosi, uderzenie, kości rąk pękają z trzaskiem, a teraz etap drugi, kieruje do mnie słowa, bierze zamach i uderza w tył głowy osobę, ona pada bezwładnie na podłogę, niekiedy trzeba poprawić, nadmienia, pochyla się nad ciałem i uderza ponownie w głowę, powinno być dobrze, no, to do roboty, podaje mi łom,
    a co z tym, pytam, wskazując na walające się po podłodze fragmenty mózgu, kości, strugi krwi, dodajemy do jajecznicy, smakuje dużo lepiej z takim dodatkiem, przekonasz się.

    rozmów z fean o chinach, ilustrowanych przez nią bogato zdjęciami (to zrobione w restauracji, w której centralne miejsce zajmuje ołtarzyk ku czci mao, daje mi wiele radości), rozmów, które rozmiarami odpowiadają tematowi, w związku z czym mam okazję przeczytać zaledwie wstęp z w obronie spraw przegranych slavoja žižka, który stanowi zapowiedź interesującej lektury, ba, już sama dedykacja nią jest.

    problem, jaki mam z książką maj’68. rewolta, jest taki, że nie mam z nią najmniejszego problemu, a szkoda. zamiast narracji, komentarza z tamtego czasu, przedstawiono mi melancholijne, nostalgiczne, zdystansowane, zagrzybione wspominki po latach o tamtym czasie. zabrakło mi żaru, ognia, żywej, prawdziwej relacji na gorąco, bezpośrednio z ulicy, z tłumu protestujących, zabrakło krzyku, wyrzucanych w górę pięści.
    może baader-meinhof powie mi coś więcej, bądź w ogóle cokolwiekbądź.
    *
    katakan zrobił sobie tatuaż na palcu, bo chciał uzyskać efekt permanentnie brudnych rąk. znajoma w pracy mówi mi, nie, ja tu długo nie wytrzymam, ja po rozmowach z tobą wracam do domu głupia. fean rysuje samoloty i narzeka, że nie chcą latać. zalecam jej fachową literaturę. piotrusia pana znaczy się.

    o niezwykłych przygodach, mających miejsce podczas pobytów za granicami kraju, moich w danii, emilii (b.2) w szwajcarii – o ile pominąć wygłaszane co chwilę jezu, jak tu zimno – zdominowały wczorajsze spotkanie na piwie w jazzdze. po powrocie do domu ze zdziwieniem stwierdzam, że do trzech wypitych piw, udało mi się spożyć osiemnaście papierosów.
    rano natomiast ze zdziwieniem, tuż po wdepnięciu w kuchni w orzeźwiająco lodowatą kałużę, stwierdzam, że timka wieczorem odłączył lodówkę od prądu.
    *
    tymczasem fean odkrywa w chinach ślad wong kar-waia:

    tymczasem ja delektuję się march of the zapotec, nowym, fantastycznym minialbumem zespołu beirut i jest mi dobrze.

    wprost

    Brak komentarzy

    groteskowo monstrualny nos nixona w filmie watchmen strażnicy jest banalną aluzją do pinokia, czy też po prostu wybrykiem, żartem charakteryzatora?
    *
    dopiero trzecia wypowiedź w książce maj ’68. rewolta, czyli list do sani helke sandler, sprawia, że moja wyobraźnia ożywia i się i okres tamten trochę, ale to jeszcze za mało, jeszcze za daleko.
    *
    we śnie wypisuję petycje w sprawie ochrony zabytku, opustoszałego drzewa-budynku, na które otrzymuję odpowiedzi, że spóźniam się o trzy miesiące i w ogóle, to twoja wina, twoja wina jest.
    *
    a tymczasem, jak donosi serwis gazeta.pl, w rpa wynaleziono cudowny lek na homoseksualizm: w południowej afryce lesbijki są gwałcone przez gangi, które w ten sposób „leczą” je z homoseksualizmu, jakie to proste, nobel gwarantowany.

    od

    2 komentarzy

    godziny siedemnastej w piątek do około czwartej na ranem w sobotę tyłek mój tkwił na ciężkim, drewnianym krześle w hilusiu, skutkiem czego pierwszą moją myślą po przebudzeniu nie było, ale mnie boli głowa, lecz ale mnie boli dupa. spotkanie przebiegło dość burzliwie (dyskusje), przy sporej frekwencji (oj tak), niektórzy zaskoczyli swoją obecnością (oj bardzo), anka tradycyjnie odleciała, tym razem w towarzystwie czkawki, której pozbyła się po dobrej godzinie, a kamil tradycyjnie końcową część spotkania przespał na stole. (a może powiesz, kto tradycyjnie zasnął w taksówce?)
    kolejna odsłona w piątek, tym razem na domowo, tyłek się cieszy.
    *
    kto w ogóle chodzi do kina w poniedziałki na godzinę piętnastą? ano bywa, że ja, ale nie tylko, jak udało mi się dzisiaj przekonać. pomijając (na szczęście tylko) chwilami fatalnie dobraną muzykę i beznadziejną scenę stosunku seksualnego, po zobaczeniu której można faktycznie stwierdzić, iż takowy nie istnieje, film watchmen strażnicy okazał się być dobrą adaptacją komiksu, smakowicie ponurą i wypełnioną smakowitą ultraprzemocą. osobną kategorią są dla mnie sceny, w których występuje rorschach, a ta, podczas której ściera się z policją i towarzyszące temu spektaklowi ciarki przebiegające moje ciało, cóż, mi mokro, cytując pewną osobę.
    *
    póki co zupełnie mnie nie zbliża do opisywanych wydarzeń książka maj ’68. rewolta.  

    zobaczonych przez ten weekend słów sprawia, że zamiast snów, mam wyłącznie słowa, słowa, słowa.
    *
    umysł mój gotuje się w oczekiwaniu, aż skończę czytać intrygującą pozycję lacrimae rerum. kieślowski, hitchcock, tarkowski, lynch slavoja žižka, by dobrać się do zapamiętanych filmów, poszczególnych z nich scen, wybranych szczegółów zgodnie z zajmującą propozycją słoweńskiego psychoanalityka i filozofa.

    po

    Brak komentarzy

    wczorajszej przegranej pana ryszarda nowaka z ogólnopolskiego komitetu obrony przed sektami procesu, który został mu wytoczony przez pana adama darskiego, lidera zespołu behemoth, za to, że pan rychu nazwał go przestępcą, po tym jak pan adaś źle się z biblią był obszedł i dość cierpko o instytucji kościoła katolickiego wyraził, ulatuje w przestworza kamień z serca mojego, oddycham głęboko z ulgą głęboką i horresco referens, wyznać mogę bez obawy o to, że pan nowak wskaże na mnie palcem, ciśnie we mnie bezkarnie wyrazami typu przestępstwo, morderstwo, fetyszyzm, sadomasochizm, iż kiedyś we śnie zdarzyło mi się zagiąć kartkę w biblii.
    *
    kolejna przerwa w czytaniu niezwykłych przygód roberta robura (znowu?) tak, a to za sprawą krytyki politycznej przewodnika lewicy (że też czasu ci nie szkoda na takie romanse) zaangażowanie, polityczność, są mi tak organicznie obce, takie odległe, że aż egzotyczne, intrygujące (kiwanie głową z politowaniem).

    dnia

    Brak komentarzy

    dzisiejszego jestem gdzieś poza, zasypiam na stojąco, na siedząco, na leżąco i jeszcze dalej, niżej, a we śnie z ubiegłej nocy przechodzę koło kamienicy, z której wychodzi grupka czarnowłosych natapirowanych chłopaków, przeszczep się nie udał i łyżwy spadły, to widać z daleka, nie ukryjesz tego, co najwyżej się ośmieszysz, rzuca do do mnie z drwiącym uśmiechem jeden z nich.

    ty mnie, niby na co ci ta polityczność polityczna cała, zagłębianie się w te teorie, teoryjki, w to słów po próżnicy przestawianie, znaczeń mieszanie, powaga temu towarzysząca, może zaczniesz mnie witać teraz nad europą krąży widmo słowami, zamiast powieści tomów, wierszy tomików, zapychać półki dziełami w oryginale zebranymi lenina poczniesz, a żiżek na to: niemożliwe, rzucać mi nosa zadzierając będziesz, a posłuchał ty mnie, póki czas dobry po temu, a chodź ty ze mną na wódkie, a chodź ty ze mną na piwo, a chodźmy pićpalićgadać, a niezobowiązująco, a nieangażująco, a bezrtosko, a przygłupio być może, a choćby i tańczyć, hop siup noga w nogę i jajcami o podłogę, jak mawiał nasz wieszcz, wysłuchuję tyrady takowej, po czym wzruszam ramionami, mogiemy.
    *
    wracam do niezwykłych przygód roberta robura i nadal czyta mi się je lekko, wzruszająco lekko.
    *
    we śnie jestem świętym pawłem, wymachując książką trzymaną w dłoni, z miną ważnąpoważną, przemawiam do ludu, mój ludu, słowami ważnymipoważnymi, które w słuchających i we mnie entuzjazm pod niebiosa wzniecają,
    ratunku.
    *
    i’m bang, bang, bang, bang, banging in the nails, i’m bang, bang, bang, bang, bang, bang, bang, bang, banging in the nails, nucę przez cały dzień.


    • RSS