rzeczy blog

    Twój nowy blog

    gdzie

    3 komentarzy

    jest polski gregg araki, zadaję sobie w niedzielę i znajomym wczoraj przy piwie w jazzdze, pytanie po obejrzeniu dwóch filmów tegoż reżysera, to jest totally fucked up i nowhere, które nie są przecież specjalnie oryginalne, w tym pierwszym łatwo dojrzeć jarmana, w drugim cronenberga; które mówią niewiele więcej ponad to, co pokazują; których bohaterowie boleśnie schematycznie są pogubieniu w różnego gatunku używkach, seksualności, w świecie, który zdaje się być przeładowanym śmietniskiem pokrzywionych dekoracji, pustych znaków, dziwacznych figur – a jednak, co ważne, wyśmienicie, pasjonująco ogląda się te pokracznie i przejmująco podrygujące widowiska.
    *
    trzeba było kupić jeszcze żółtą koszulkę z ironmanem, fajna była, gnębi mnie po powrocie z manufaktury natrętna wielce myśl, ale przecież nie lubię żółtego, staram się od niej opędzić, no tak, ale mimo wszystko, fajna była, wzdycham, po czym wracam do czytanego artykułu w filmie i natrafiam na fragment „wall street journal” uznał, że spongebob jest gejem, bo jest żółty i często trzyma się za ręce z różową rozgwiazdą imieniem patrick,
    z czego się śmiejesz, pyta mnie, wchodząc do pokoju różowowłosa patrycja.
    *
    śmieję się również w sobotę, gdy czytam w rewolucji u bram. pisma lenina z roku 1917 o tym, jak to cia wypromowała jacksona pollocka z powodów całkowicie pozaartystycznych. ze swoim wyglądem i stylem życia (…) doskonale pasował do ideologicznego obrazu amerykańskiego indywidualisty – agresywnie męskiego, spontanicznego, mocno pijącego (…) a zatem to w ten sposób (…) pollock awansował z tanich barów w greenwich village na okładkę magazynu „life”,
    a ziewam dzisiaj czytając politykę narkotykową. przewodnik krytyki politycznej, bo wszystko to już i powiedziano i napisano. 

    gdzie

    Brak komentarzy

    jest polski gregg araki?

    w

    Brak komentarzy

    czerwcu w poznaniu zagra nine inch nails, co jest bardzo miłą wiadomością, tyle że o jakieś dziesięć lat spóźnioną. widać się skończyli, skoro grają w polsce, skwitował znajomy.
    *
    bez żalu kończę czytać w obronie przegranych spraw slavoja žižka. błędem moim niewątpliwie było zapoznawanie się z tą pozycją ab ovo usque ad mala, zamiast zgłębiania co czas pewien po jednym rozdziale, z których żadnemu nie można odmówić bycia co najmniej frapującym, ale przeczytanie całości za tak zwanym jednym posiedzeniem okazało się być rozrywką dość uciążliwą, a nawet momentami nudnawą niestety.
    niemniej z miejsca przystępuję do rewolucji u bram, pisma lenina z roku 1917.
    *
    zagadka kolejna:
    co ma na myśli łodzianka/łodzianin, gdy mówi raniec?
    *
    (…) pomiędzy wiekiem dwóch a pięciu lat dzieci naprawdę są potworami, są najbliższym zetknięciem ludzkiej istoty z „radykalnym złem”: są istotami o nienasyconych żądaniach, nieugiętymi, upartymi i z definicji zawsze niezadowolonymi (…)
    [z rewolucji u bram. pisma lenina z roku 1917 slavoja žižka]
    i co ty na to, timko?

    zagadka:

    Brak komentarzy

    co ma na myśli łodzianin/łodzianka, gdy mówi, że myje statki?

    radosny

    Brak komentarzy

    spacer z patrycją i timką, którego figlarna towarzyskość udziela się napotykanym przez nas osobom, szczególnie tym płci przeciwnej w jego wieku.
    *
    z faktu, iż łapię się na nuceniu and you are my black hearted love, wnioskuję, że nowy utwór pj harvey jednak do mnie przemówił, co dziwne nie jest, bo to pj w końcu.
    dziwne za to jest to, skąd nagle naszła mnie ochota na przedpotopową płytę parade into centuries nightfall.
    *
    we śnie artur (n.) przypomina mi, że za chwilę wyjeżdzamy do norwegii, co spotyka się z moim bezbrzeżnym zdziwieniem, no bo jak można było o tym zapomnieć, a urlop, a formalności, a bagaż, przy sobie mam wyłącznie to, co mam na sobie, ale nic to, jedziemy przecież!

    wiosna

    2 komentarzy

    u bram!

    nie

    Brak komentarzy

    mogę powiedzieć, że nie odczuwam niepokoju drobnego, rozbawionego, na myśl o zarejestrowanych fragmentach piątkowo-sobotniego pobytu ze znajomymi u ani. i nie chodzi nawet o rzeczy, których mogę nie pamiętać, gdyż te co pamiętam – vide: aktywne, ba, dominujące wręcz, moje uczestnictwo w szczęśliwie krótkim seansie karaoke, spuśćmy zasłonę miłosierdzia na tracklistę; wykrzyczenie, szczęśliwie chóralne głównie, poza tym seansem wielu utworów, w tym love will tear us apart joy division; rzucanie, szczęśliwie niesolowe, swoim ciałem między innymi przy ckod, jak również tańce w sposób bardziej cywilizowany kontaktowe – są aż za bardzo wystarczająco wystarczające.
    zadziwiające, że wysokoprocentowa ekstatyczność tego spotkania nie zaowocowała interwencją sąsiadów bądź policji, well.
    sobota, niedziela za to spędzone w łóżku z książkami, czasopismami w nastroju irracjonalnie nienajlepszym, który dziś uległ znacznej poprawie na wieść o nowym albumie pj harvey, mimo iż utwór promujący nie zachwyca, póki co. 

    i

    Brak komentarzy

    po raz kolejny, nieopatrznie, po okresie przerwy, włączam utwór die laughing therapy i nie zaznam teraz spokoju, dopóki go nie odsłucham minimum milion razy, dopóki nie odśpiewam minimum miliard razy, i think i’ve gone insane, i can’t remember my own name oraz i’m feeling dead, dead, dead, dead.   
    muszę pomyśleć o liście utworów, którym udało się uzależnić mnie od siebie.  

    utworu bela lugosi’s dead bauhaus, znaczy przypomnieć sobie wieczór w dekompresji, podczas którego jeden z twoich znajomych upija się na tyle sprawnie, że zasypia koncertowo na stole, a ty co chwilę wywijasz energicznie jego ręką, wykrzykując ze śmiechem tytułowe słowa wspomnianej piosenki.
    *
    sen:
    ja go lubię i dlatego właśnie go nie lubię, ja go nie lubię, za to, że on siebie tak lubi, w przerwie meczu hokejowego wyjaśnia mi kolega z drużyny, dlaczego stale dręczy, poniża mojego niebliskiego znajomego, po chwili wracamy na lodowisko, gra toczy się dalej.

    od

    Brak komentarzy

    kiedy znowu zasypiam leżąc na lewym boku, zastanawiam się przed snem, a potem, potem przesypiam budzik o jakieś pół godziny, a w pracy emilia (b.2) chronicznie poziewuje z uwagi na kiełkujący ząb, który nie pozwolił jej zmrużyć oka w nocy, a później czekając na tramwaj, ślę senne wyrazy miłości pomysłodawcom przystankowych wiat, które nie chronią przed niczym, tymczasem timka zasypia w karkołomnej pozie nad pierogiem, gdy ja ziewam i czytam i ziewam, a śnieg pada i pada.


    • RSS