rzeczy blog

    Twój nowy blog

    cóż,

    Brak komentarzy

    poczta polska1 i partycja2 zmuszają mnie do odgrywania – dla jednego widza, czyli mnie – monodramu pt. czekając na capote’a. tramwajowa3 lektura zagłady domu usherów mogła być pewną pociechą, gdyby nie jakaś kobieta4, która tuż po wtargnięciu do wagonu umiejscowiła się praktycznie na mnie. rozważania5 odnośnie przyczyn tego jakże niezwykłego zachowania pochłonęły mnie na resztę podróży. no time for love, mr poe!

      .1 której strajk sprawia, że termin otrzymania przeze mnie paczki z książkami śniadanie u tiffany’ego, harfa traw i rozmowy z capote’m staje się niewiadomą.
      .2 której działania sprawiają, że termin możliwości obejrzenia przeze mnie filmów capote i infamous staje się niewiadomą.
      .3 linia nr 8.
     
    .4 znaki szczególne: średni wiek, waga przeciwnie, wstręt do antyperspirantów.
     
    .5 zainteresowało ją, co czytam, czy może w ten finezyjny sposób chce wymusić ustąpienie miejsca? nie, to byłby absurd, to nie zdarza się nam, na pewno chodzi o to pierwsze!

    od

    Brak komentarzy

    jakiegoś czasu tymoteusz1 powtarza do znudzenia złowieszczą frazę guli guli tiki tiki, wykonując przy tym karkołomny taniec a’la ian curtis. podejrzewam, iż potajemnie dobrał się do którejś z książek lovercrafta, a może nawet do samego necronomiconu. czy to z uwagi na brak wprawy odprawiąjącego rytuał, czy też może wielcy przedwieczni zaczęli przyzywających ich mieć zwyczajnie w dupie – na ten moment, poza ewentualnym rozbawieniem osób uczestniczących w tym widowisku, efektów nie odnotowano.

      .1urodzony 22 stycznia 2007 roku, słoneczny dzień, temperatura niewiele poniżej zera, śladowe ilości śniegu; wody płodowe odeszły około godziny 14.30; taksówkarz stwierdził przed chwilą wiozłem ze szpitala do domu kobietę z noworodkiem, teraz wiozę rodzącą do szpitala; światło dzienne, a raczej szpitalne, ujrzał około godziny 17.20.


    • RSS