rzeczy blog

    Twój nowy blog

    Wpisy w kategorii: Bez kategorii

    my

    Brak komentarzy

    huckleberry friend, moon river and me

    gerald

    3 komentarzy

    clarke, ten facet, który pisze o mnie książkę… znasz go? jest jednym z czołowych autorów magazynu „time”. to naprawdę dobry pisarz. życzę mu, żeby jego książka okazała się czymś absolutnie nie z tej ziemi, bo zbierał do niej materiały przez osiem lat. nigdy nie widziałem, żeby ktoś się tak przygotowywał. jest to jego pierwsza książka. nie mam ochoty jej czytać, ale niewątpliwie on wie o mnie więcej, niż ktokolwiek inny, włączając w to mnie samego.
    [truman capote do lawrcence'a grobela]
    *
    to jest ulica. to są samochody. samochody zabijają.
    [dziecko do dziecka innego przy przejściu dla pieszych]  
    *
    bolą mnie oczy.
    [ja do ja]

    z

    2 komentarzy

    dużym oporem dopuszcza wczorajszego wieczora do siebie sny mój umysł, zajęty bez reszty drobiazgowym odtwarzaniem wydarzeń zapamiętanych z capote. biografia.
    dajże mi spokój w końcu
    , warczę do niego, po długich minutach przewracania się z boku na bok, ja chcę spać, za co on wspaniałomyślnie odwdzięcza mi się, obdarzając mnie snem o seksie z olbrzymką o rubensowskich kształtach.  
    w porannym autobusie sięgam po stefana bohatera joyce’a, ale wzrok mój ześlizguje ze stron, słowa, mimo moich wysiłków, nijak nie chcą ułożyć się w zdania, pozostają tworami niezrozumiałymi, bełkotliwymi, wyrzucam więc z rezygnacją stefana przez okno i przez resztę podróży wpatruję się w szybę, nie przyglądam się ruchomym budynkom, pojazdom, ludziom.
    po powrocie do domu szukam odtrutki na półce z nieczytanymijeszcze książkami, ale żadna z pozycji tam spoczywających nie mówi do mnie, nie mruga, nie zachęca, nie elektryzuje, nie przyzywa, cisza.
    miało nie być powtórek, myślę na głos, wyciągając z cmenatrzyska książek, czyli z szafy, posiadane utwory trumana, ale na ten moment nie mam innego pomysłu na remedium na książkę clarke’a.
    *
    nie myślisz. ale nie robisz tego z premedytacją.
    [juror america’s next top model do kandydatki na modelkę]

    jak

    2 komentarzy

    to bywa ze zwierzętami po stosunku, tak mnie, po przeczytaniu capote. biografia (nigdy nie napisanej powieści dorothy parker, jak podpowiada mi myśl znikąd), dopada smutek.
    i zamyślenie nad boleśnie perwersyjną analogią, jaka zarysowała mi się pomiędzy powstawaniem z zimną krwią i powyższej pozycji.
    przeczytanie, bezpośrednio po książce clarke’a, nowej powieści agnieszki drotkiewicz było tak zwanym psuciem sobie smaku, zatem pomysłem nienajlepszym. teraz to przykład papierowej literatury, która od dawna mnie nie bawi i która poza niewielką objętością i poczuciem humoru, nie ma za wiele do zaoferowania.

    filmy

    Brak komentarzy

    z brucem lee z założenia są wyśmienite, oczywizm, dogmat, mogę oglądać je zawsze i w nieskończoność, więc cóż mogę powiedzieć o obejrzanej w nocy grze śmierci, no. przykra sprawa, że gry śmierci 2 nie udało mi się obejrzeć do końca, wybacz bruce, tym razem wyszło na to, że ciało jest ponad umysłem, senność zwyciężyła, such a shame.
    *
    gdy podczas spaceru trafiamy, timka, patrycja i ja, na plac zabaw, zgromadzone tam rodziny, łącznie około dwudziestu osób, momentalnie go opuszczają, na co cała nasza trójka reaguje śmiechem. tak, dzika banda to my, siejemy trwogę i zgorszenie.
    *
    większość dnia spędzona nad capote. biografia, od której nie mogę się oderwać, która mnie wprost oszałamia i którą z trudem czytam najwolniej, jak tylko mogę.

    to

    Brak komentarzy

    zupełny przypadek, że oglądam obok siebie filmy walc z bashirem, walkiria, che – rewolucja, ale gdyby pokusić się o gdybanie, można uznać, że zostały wybrane według pewnego klucza, ale może mniejsza o to, trzymajmy się przypadku.
    walc z bashirem to zachwycający/zachwycająco poetycki animowany dramat, nie stroniący od interesującego poczucia humoru (piosenki!); walkiria jako film historyczny średnio się sprawdza, ale jako nieświadoma siebie kiczowata komedia – przy pewnej ilości wódki, w miarę; che – rewolucja, cóż, nie rozumiem zarzutów stawianych temu filmowi, że agitka, że kłamliwy, że gniot, skoro jest to adaptacja autobiografii che, to główny bohater musi być i prawy i sprawiedliwy i odważny i idealistą w każdym calu i aureola niemal nad głową, a że film nudnawy bywa, to już inna sprawa, a jeszcze inna, że nie mogę się doczekać części drugiej.  
    *
    capote. biografia to książka, której się czyta, lecz chłonie z wypiekami nie tylko na twarzy, lecz na całym ciele albo jeszcze dalej, to książka, której ma się nadzieję nigdy nie skończyć czytać, książka, która jest niezbitym dowodem na to, jak wielkim dobrodziejstwem dla pisarza jest wybitny biograf. gdyby truman nie napisał niczego interesującego, ba, gdyby nie napisał nawet jednego słowa, które zostałoby opublikowane, ba, gdyby nawet nie istniał! – z taką biografią stałby się co najmniej legendą.
    panie i panowie, skalpy z głów.
    *
    dzisiaj są dwa filmiki dla ciebie – „gra śmierci” 23.45 i „gra śmierci 2″ 1.35 na czwórce z twoim idolem brucem lee!, informuje mnie via sms agnieszka (t.), na co odpowiadam, obejrzę na pewno, obfitego zlania się potem w lany poniedziałek życzę!

    mimo,

    Brak komentarzy

    iż wiem, że mariusz jest pijany, wsiadam do auta, które prowadzi i nie zapinam pasów, licząc na wypadek, który, mimo, iż go oczekuję – nie zdarza się, niestety.

    długa

    Brak komentarzy

    i barwna do wczesnoprannych godzin, poplątana z oglądaniem pewnego razu w chinach, rozmowa z fean i zużyta przy tym pewna ilość alkoholu i papierosów, sprawiają, że cały dzień czuję się w bliżej nieokreślonym gdzieś obok siebie bądź kogoś, co nie przeszkadza mi jednak w wybraniu się do manufaktury i zakupieniu niebieskiej koszulki z kapitanem ameryką, żółtej z iron manem, nowego numeru literatury na świecie, teraz agnieszki drotkiewicz i capote.biografia geralda clarke’a.
    pierwsze pięćdziesiąt stron biografii zapowiada prawdziwie pasjonującą lekturę.
    *
    nic nie jest w stanie mnie przekonać, że w teledysku just dance lady gaga nie występuje tom cruise.
    *
    mów po chińsku, frajerze!
    [z pewnego razu w chinach]

    love

    Brak komentarzy

    kilka wolnych minut, doczytuję ostatnie sto stron niezwykłych przygód roberta robura, książki nieco obsobaczonej przez krytyków, głównie zbytej milczeniem i bronionej jedynie, z zadzwiającą, ba, podejrzaną wręcz, gorliwością, przez żulczyka.
    znęcanie się nad niezwykłymi przygodami, to kopanie leżącego, więc pobawmy się w afirmację, no bo czemu nie.
    przekształcać świat, zmieniać życie, hasło, które ciskali prosto w mordę światu moi ukochani surrealiści, nahacz przypisuje na ponad pięciuset stronach telenowelom i zgodnie z ich konwencją, to znaczy kiepskie postaci, kiepskie dialogi, wydumane do granic śmieszności sytuacje, z pełną premedytacją tworzy swoją powieść. rozwija w sposób totalny, ironiczny koncepcję gombrowicza złej powieści i śmieje się zza grobu z tych, którzy myślą, że noga mu sie powinęła, ignorance is bliss, podczas gdy było to w pełni świadome działanie.
    tak, oczywiście.
    *
    wszystkim, którzy składali mi życzenia w dniu wczorajszym niniejszym dziękuję, aczkolwiek, zaznaczam, jest to z mojej strony całkowicie kurtuazyjnym automatyzmem, gdyż nie przywiązuję najmniejszej wagi do tak przypadkowych kwestii, jak dzień urodzin.


    • RSS