wielkim zdziwieniem przyjmuję dzisiaj napotykany co chwilę widok osoby czytającej książkę, czy to jawa, czy sen, cóż to się stało, rzecz jakaś straszna niechybnie, czyżby uświadomiono ludziom, że umiejętność czytania do czegośtam jednak służy, czy może wydano zakaz czytania, zagrożono karami, więzieniem, kołem łamaniem, stosem, a może to znak końca świata bliskiego, wielkie pytania mnożą mi się w głowie.
ależ skąd, mówi do mnie radio, dziś mamy przecież światowy dzień książki, a to czego masz szczęście być naocznym świadkiem, to czyn społeczny, w ramach którego mamy zamiar, my polacy, osiągnąć niebotyczny pułap przeczytanej rocznie jednej książki per capita!
ach, umieram z zachwytu.
*
korzystając z dobrodziejstw wspomnianego święta, udaję się do empiku i w ramach promocji wybierz trzy książki, zapłać za dwie, kupuję elizabeth costello j.m. coetzeego i dziennik oraz wychodźców i wygnańców chucka palahniuka. końcówka kwietnia zdecydowanie będzie należała do tego drugiego autora.