dużym oporem dopuszcza wczorajszego wieczora do siebie sny mój umysł, zajęty bez reszty drobiazgowym odtwarzaniem wydarzeń zapamiętanych z capote. biografia.
dajże mi spokój w końcu
, warczę do niego, po długich minutach przewracania się z boku na bok, ja chcę spać, za co on wspaniałomyślnie odwdzięcza mi się, obdarzając mnie snem o seksie z olbrzymką o rubensowskich kształtach.  
w porannym autobusie sięgam po stefana bohatera joyce’a, ale wzrok mój ześlizguje ze stron, słowa, mimo moich wysiłków, nijak nie chcą ułożyć się w zdania, pozostają tworami niezrozumiałymi, bełkotliwymi, wyrzucam więc z rezygnacją stefana przez okno i przez resztę podróży wpatruję się w szybę, nie przyglądam się ruchomym budynkom, pojazdom, ludziom.
po powrocie do domu szukam odtrutki na półce z nieczytanymijeszcze książkami, ale żadna z pozycji tam spoczywających nie mówi do mnie, nie mruga, nie zachęca, nie elektryzuje, nie przyzywa, cisza.
miało nie być powtórek, myślę na głos, wyciągając z cmenatrzyska książek, czyli z szafy, posiadane utwory trumana, ale na ten moment nie mam innego pomysłu na remedium na książkę clarke’a.
*
nie myślisz. ale nie robisz tego z premedytacją.
[juror america’s next top model do kandydatki na modelkę]