z brucem lee z założenia są wyśmienite, oczywizm, dogmat, mogę oglądać je zawsze i w nieskończoność, więc cóż mogę powiedzieć o obejrzanej w nocy grze śmierci, no. przykra sprawa, że gry śmierci 2 nie udało mi się obejrzeć do końca, wybacz bruce, tym razem wyszło na to, że ciało jest ponad umysłem, senność zwyciężyła, such a shame.
*
gdy podczas spaceru trafiamy, timka, patrycja i ja, na plac zabaw, zgromadzone tam rodziny, łącznie około dwudziestu osób, momentalnie go opuszczają, na co cała nasza trójka reaguje śmiechem. tak, dzika banda to my, siejemy trwogę i zgorszenie.
*
większość dnia spędzona nad capote. biografia, od której nie mogę się oderwać, która mnie wprost oszałamia i którą z trudem czytam najwolniej, jak tylko mogę.