zupełny przypadek, że oglądam obok siebie filmy walc z bashirem, walkiria, che – rewolucja, ale gdyby pokusić się o gdybanie, można uznać, że zostały wybrane według pewnego klucza, ale może mniejsza o to, trzymajmy się przypadku.
walc z bashirem to zachwycający/zachwycająco poetycki animowany dramat, nie stroniący od interesującego poczucia humoru (piosenki!); walkiria jako film historyczny średnio się sprawdza, ale jako nieświadoma siebie kiczowata komedia – przy pewnej ilości wódki, w miarę; che – rewolucja, cóż, nie rozumiem zarzutów stawianych temu filmowi, że agitka, że kłamliwy, że gniot, skoro jest to adaptacja autobiografii che, to główny bohater musi być i prawy i sprawiedliwy i odważny i idealistą w każdym calu i aureola niemal nad głową, a że film nudnawy bywa, to już inna sprawa, a jeszcze inna, że nie mogę się doczekać części drugiej.  
*
capote. biografia to książka, której się czyta, lecz chłonie z wypiekami nie tylko na twarzy, lecz na całym ciele albo jeszcze dalej, to książka, której ma się nadzieję nigdy nie skończyć czytać, książka, która jest niezbitym dowodem na to, jak wielkim dobrodziejstwem dla pisarza jest wybitny biograf. gdyby truman nie napisał niczego interesującego, ba, gdyby nie napisał nawet jednego słowa, które zostałoby opublikowane, ba, gdyby nawet nie istniał! – z taką biografią stałby się co najmniej legendą.
panie i panowie, skalpy z głów.
*
dzisiaj są dwa filmiki dla ciebie – „gra śmierci” 23.45 i „gra śmierci 2″ 1.35 na czwórce z twoim idolem brucem lee!, informuje mnie via sms agnieszka (t.), na co odpowiadam, obejrzę na pewno, obfitego zlania się potem w lany poniedziałek życzę!