rzeczy blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 3.2009

    wiosna

    2 komentarzy

    u bram!

    nie

    Brak komentarzy

    mogę powiedzieć, że nie odczuwam niepokoju drobnego, rozbawionego, na myśl o zarejestrowanych fragmentach piątkowo-sobotniego pobytu ze znajomymi u ani. i nie chodzi nawet o rzeczy, których mogę nie pamiętać, gdyż te co pamiętam – vide: aktywne, ba, dominujące wręcz, moje uczestnictwo w szczęśliwie krótkim seansie karaoke, spuśćmy zasłonę miłosierdzia na tracklistę; wykrzyczenie, szczęśliwie chóralne głównie, poza tym seansem wielu utworów, w tym love will tear us apart joy division; rzucanie, szczęśliwie niesolowe, swoim ciałem między innymi przy ckod, jak również tańce w sposób bardziej cywilizowany kontaktowe – są aż za bardzo wystarczająco wystarczające.
    zadziwiające, że wysokoprocentowa ekstatyczność tego spotkania nie zaowocowała interwencją sąsiadów bądź policji, well.
    sobota, niedziela za to spędzone w łóżku z książkami, czasopismami w nastroju irracjonalnie nienajlepszym, który dziś uległ znacznej poprawie na wieść o nowym albumie pj harvey, mimo iż utwór promujący nie zachwyca, póki co. 

    i

    Brak komentarzy

    po raz kolejny, nieopatrznie, po okresie przerwy, włączam utwór die laughing therapy i nie zaznam teraz spokoju, dopóki go nie odsłucham minimum milion razy, dopóki nie odśpiewam minimum miliard razy, i think i’ve gone insane, i can’t remember my own name oraz i’m feeling dead, dead, dead, dead.   
    muszę pomyśleć o liście utworów, którym udało się uzależnić mnie od siebie.  

    utworu bela lugosi’s dead bauhaus, znaczy przypomnieć sobie wieczór w dekompresji, podczas którego jeden z twoich znajomych upija się na tyle sprawnie, że zasypia koncertowo na stole, a ty co chwilę wywijasz energicznie jego ręką, wykrzykując ze śmiechem tytułowe słowa wspomnianej piosenki.
    *
    sen:
    ja go lubię i dlatego właśnie go nie lubię, ja go nie lubię, za to, że on siebie tak lubi, w przerwie meczu hokejowego wyjaśnia mi kolega z drużyny, dlaczego stale dręczy, poniża mojego niebliskiego znajomego, po chwili wracamy na lodowisko, gra toczy się dalej.

    od

    Brak komentarzy

    kiedy znowu zasypiam leżąc na lewym boku, zastanawiam się przed snem, a potem, potem przesypiam budzik o jakieś pół godziny, a w pracy emilia (b.2) chronicznie poziewuje z uwagi na kiełkujący ząb, który nie pozwolił jej zmrużyć oka w nocy, a później czekając na tramwaj, ślę senne wyrazy miłości pomysłodawcom przystankowych wiat, które nie chronią przed niczym, tymczasem timka zasypia w karkołomnej pozie nad pierogiem, gdy ja ziewam i czytam i ziewam, a śnieg pada i pada.

    może

    Brak komentarzy

    coś mu się stało, na pewno coś się stało, na pewno, zamartwia się głośno w tramwaju o swojego kompana, który nie zjawił się na tradycyjnej niedzielnej popijawce, grupka nieco starszej, takiej pod pięćdziesiątkę znaczy się, młodzieży, jedziemy do niego, to postanowione, może coś mu się stało, na pewno coś się stało, na pewno.
    *
    eksplodujące auta, autobusy, tramwaje, wybuchające po kolei stoiskastanowiska w galerii łódzkiej, rozrywaniwybuchani ludzie, produkuje mi irytująco przed oczami moja podatna na sugestie wyobraźnia, gdy przemieszczam się przez zadeszczoną łódź po baader-meinhof, obejrzanym wczoraj w kinie charlie.  
    *
    problem nieposiadania większej ilości par oczu pojawia się po raz kolejny, gdy, w przerwie w czytaniu w obronie przegranych spraw slavoja žižka, dobieram się do wstępów do: innej jego książki, czyli rewolucji u bram. pisma lenina z roku 1917 oraz uwikłanych w płeć judith butler.
    *
    kiedy oficer kgb zapytał go, czy posiada broń, lucacs spokojnie sięgnął do kieszeni i wręczył mu pióro.
    [z książki rewolucja u bram. pisma lenina z roku 1917 slavoja žižka, str. 48]
    nihil novi, a cieszy.
    *
    sen:
    w betonowym, wypełnionym pożółkłym światłem pomieszczeniu bez okien, w praktyce wygląda to tak, mówi do mnie, biorąc do ręki łom, staje obok jednej z apatycznie kiwających się osób, ręce przed siebie, osoba je unosi, uderzenie, kości rąk pękają z trzaskiem, a teraz etap drugi, kieruje do mnie słowa, bierze zamach i uderza w tył głowy osobę, ona pada bezwładnie na podłogę, niekiedy trzeba poprawić, nadmienia, pochyla się nad ciałem i uderza ponownie w głowę, powinno być dobrze, no, to do roboty, podaje mi łom,
    a co z tym, pytam, wskazując na walające się po podłodze fragmenty mózgu, kości, strugi krwi, dodajemy do jajecznicy, smakuje dużo lepiej z takim dodatkiem, przekonasz się.

    rozmów z fean o chinach, ilustrowanych przez nią bogato zdjęciami (to zrobione w restauracji, w której centralne miejsce zajmuje ołtarzyk ku czci mao, daje mi wiele radości), rozmów, które rozmiarami odpowiadają tematowi, w związku z czym mam okazję przeczytać zaledwie wstęp z w obronie spraw przegranych slavoja žižka, który stanowi zapowiedź interesującej lektury, ba, już sama dedykacja nią jest.

    problem, jaki mam z książką maj’68. rewolta, jest taki, że nie mam z nią najmniejszego problemu, a szkoda. zamiast narracji, komentarza z tamtego czasu, przedstawiono mi melancholijne, nostalgiczne, zdystansowane, zagrzybione wspominki po latach o tamtym czasie. zabrakło mi żaru, ognia, żywej, prawdziwej relacji na gorąco, bezpośrednio z ulicy, z tłumu protestujących, zabrakło krzyku, wyrzucanych w górę pięści.
    może baader-meinhof powie mi coś więcej, bądź w ogóle cokolwiekbądź.
    *
    katakan zrobił sobie tatuaż na palcu, bo chciał uzyskać efekt permanentnie brudnych rąk. znajoma w pracy mówi mi, nie, ja tu długo nie wytrzymam, ja po rozmowach z tobą wracam do domu głupia. fean rysuje samoloty i narzeka, że nie chcą latać. zalecam jej fachową literaturę. piotrusia pana znaczy się.

    o niezwykłych przygodach, mających miejsce podczas pobytów za granicami kraju, moich w danii, emilii (b.2) w szwajcarii – o ile pominąć wygłaszane co chwilę jezu, jak tu zimno – zdominowały wczorajsze spotkanie na piwie w jazzdze. po powrocie do domu ze zdziwieniem stwierdzam, że do trzech wypitych piw, udało mi się spożyć osiemnaście papierosów.
    rano natomiast ze zdziwieniem, tuż po wdepnięciu w kuchni w orzeźwiająco lodowatą kałużę, stwierdzam, że timka wieczorem odłączył lodówkę od prądu.
    *
    tymczasem fean odkrywa w chinach ślad wong kar-waia:

    tymczasem ja delektuję się march of the zapotec, nowym, fantastycznym minialbumem zespołu beirut i jest mi dobrze.

    wprost

    Brak komentarzy

    groteskowo monstrualny nos nixona w filmie watchmen strażnicy jest banalną aluzją do pinokia, czy też po prostu wybrykiem, żartem charakteryzatora?
    *
    dopiero trzecia wypowiedź w książce maj ’68. rewolta, czyli list do sani helke sandler, sprawia, że moja wyobraźnia ożywia i się i okres tamten trochę, ale to jeszcze za mało, jeszcze za daleko.
    *
    we śnie wypisuję petycje w sprawie ochrony zabytku, opustoszałego drzewa-budynku, na które otrzymuję odpowiedzi, że spóźniam się o trzy miesiące i w ogóle, to twoja wina, twoja wina jest.
    *
    a tymczasem, jak donosi serwis gazeta.pl, w rpa wynaleziono cudowny lek na homoseksualizm: w południowej afryce lesbijki są gwałcone przez gangi, które w ten sposób „leczą” je z homoseksualizmu, jakie to proste, nobel gwarantowany.


    • RSS