rzeczy blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 1.2009

    mamo,

    Brak komentarzy

    zjawię się jutro we drzwiach domostwa waszego ciałem i upomnę się o od dawna nieistniejący już motor, na którym tata jeździć mnie uczyli w jesieni dzieciństwa mojego, (nie hamuj nogami, hamulec masz od tego, za szybko, za szybko jedziesz, zwolnij trochę, wolniej, wolniej mówię, a teraz zakręt, zakręt, chcesz się zabić, czy co)
    a po cóż ci on, dziecię moje ty biedne?
    wyruszę na nim na ameryki południowej kontynent, gdzie czekają już na mnie, przyzywają mnie, malownicze krajobrazy, widoki piękne, miejsca niezwykłe, pozostałości dawnej kultury świetności, brzydcy ludzie i brzydkie życia, pośród których umysł, serce i dusza, zasłuchane w muzykę gustavo santaolalli, do rewolucji dojrzewają
    ale cóż w takim razie z życiem twojem dotychczasowem?
    a niech sobie skona we śnie, a niech sczeźnie ze szczętem, a niech na grobie jego orchidee zasadzą
    ale cóż z patrycją, partnerką twoją, cóż z timką, krwią z krwi twojej, cóż z niemi?
    cóż, ach cóż, mnie począć zatem, rodzicielko kochana?
    sugeruję motor z koszem, owocu lędźwi ojca twego
    [rozmowa przeprowadzona po obejrzeniu dzienników motocyklowych, reż. walter salles]

    podczas

    Brak komentarzy

    jazdy autobusem zazwyczaj przyglądam się wnikliwie, w skupieniu, swoim dłoniom i zastanawiam się, czy wysłuchają moich modlitw i zmienią się w ostrza, bym mógł dokonać nimi dekapitacji osoby stojącej po mojej stronie prawej, wsunąć je w klatkę piersiową osoby, która stoi po mojej stronie lewej, a potem pozbawić pozostałych pasażerów, po kolei, jednego po drugim, wszelkich członków, uszu, nosów, języków, oczu, bełkocze zapamiętale do siebie, do mnie, osobnik siedzący obok w autobusie.
    *
    zdarzyło ci się kiedykolwiek zobaczyć miecz krótszy od rękawicy, pyta mnie ktoś we śnie, a następnie wybucha śmiechem.

    sen:

    Brak komentarzy

    nie, odpowiadam, że co, że jak?, śmiech, posłuchaj słów swoich, nieszczęsna istoto, a usłysz następnie, ile zdziwienia jest w śmiechu mojem, powiadam ci, że oto esencja jest zdziwienia, prawdziwa i jedyna, jego wzrorzec, jego ideał, winno się go opatentować, prezentować ku nauce, wzdycham, pokucie i rozgrzeszeniu, pytam, no chodź z nami, będzie wesoło, zobaczysz, ależ widzę to wyraźnie już teraz, wzruszam ramionami, nie wątpię, ale nie mam ochoty na prostytutki, krzywizna ust, skoro twoja wola taka, bene, wiesz gdzie nas szukać w przypadku niespodziewanej zmiany zdania, błysk w oku, nic z tego, śmiech, w takim razie widzimy się tutaj za jakieś dwie godziny, adieu,
    czekam na ciebie, oni tutaj nie przyjdą, siedzą niedaleko w lokalu, ja wpadłam po ciebie, dogania mnie głos, gdy wychodzę z kina, niepotrzebnie, odpowiadam obojętnie, bo wracam do siebie, odchodzę,
    po ile te owoce, pytają przechodnie, gdy niespodziewanie wysypują sie one z mojego bagażu, to przypadek, mówię, pospiesznie je chowając,
    przed zanurzeniem się balonu, którym podróżujemy, w krater na dnie którego dnie spoczywa meteoryt, cel naszej wyprawy, dostrzegam, na mgnienie oka, mój dom w oddali, w oknach odbija się słońce, a potem krater rośnie, przesłania wszystko, nie, nie rośnie, to my się weń zanurzamy

    (a

    Brak komentarzy

    łódź?, łodzią nie? ani słowa o niej?) ale łódź jaka, czyja, kogo łódź. ją trzeba wymyślić na nowo, to wiadome.
    *
    połowicznym sukcesem można nazwać wizytę w antykwariacie, joyce, ależ tak, owszem, jest, ale nie poszukiwani dublińczycy jamesa, lecz córka grabaża joyce carol oates. a dodatkowo zastani zostali gargantua i pantragruel i szaleństwa brooklynu austera (bez akcentu miejskiego obyć się nie mogło?).
    *
    mickey rourke w the wrestler bywa na tyle przejmujący, że kilkakrotnie mam ochotę zasłonić oczy bądź wyjść z pokoju i nie wracać już do tego filmu, który jest kolejnym banalnym, kliszowym tworem aronofskiego, ale też zwyczajowo sugestwynym, hipnotycznym, ponurym, co jak zwykle tego reżysera ratuje, toteż oglądam do końca.    
    *
    ależ wredota z ciebie, skończ już wreszcie wypytywać mnie o tę historię z wydmuchiwaniem nosa, słyszę dzisiaj wielokrotnie.

    ..

    Brak komentarzy

    metropolis langa, gotham z komiksów o batmanie, arkham lovecrafta, hong-kongiem wong kar-waia..
    *
    po prostu wydmuchaj mocno nos, dmuchnij raz a dobrze, poradziła babcia zamęczanej przez krwotok z nosa emilii (b.2). emilia dmuchnęła na tyle dobrze, że krew jej bryznęła oczami.
    po usłyszeniu w dniu dzisiejszym niniejszej przypowieści z ust jej głównej bohaterki, nie mogę się pozbyć z głowy opowiedzianej sytuacji, zadręczam emilię pytaniami, ale to tylko raz tak się stało, próbowałaś to powtórzyć, jak się wtedy czułaś, jaka była reakcja otoczenia, a gdyby tak napisać, w oparciu o to wydarzenie, scenariusz pod tytułem ciekawy przypadek emilii b., myślałaś o tym, etc.
    *
    sen:
    czarno to widzę, myślę na głos, przyglądając się wysokiemu na jakieś siedem metrów ogrodzeniu, które wyrasta tuż przede mną, a które złożone jest głównie z metalowej siatki i drutu kolczastego. nie bardzo mi się uśmiecha przechodzić przez to, tym bardziej, iż mam jakieś dziwne przeczucie, że całość jest pod napięciem, wprostproporcjonalnie wysokim. nie uśmiecha mi się również zbyt długie pozostawanie po tej stronie ogrodzenia, gdyż gigantyczne, paskudne ptaszyska, których to miejsce jest siedzibą, prędzej czy później uznają, że moja obecność nie całkiem im odpowiada, co niewątpliwienie zostanie mi zakomunikowanie w jakiś mało przyjemny sposób. tutaj, tutaj, obracam się w kierunku nawoływania, by dostrzec grupę dzieci, bądź karłów, jakby żwycem wziętych z rysunków schulza, starających się okiełznać trzymanego przez nie na cieniutkiej smyczy ogromnego niedźwiedzia, który najwyraźniej wykazuje dalekie od przyjaznego zainteresowanie moją osobą, chodź tutaj, pokażemy ci jak stąd wyjść.     

    całe

    2 komentarzy

    miasto odchodzi, całe miasto przychodzi, też odchodzi: następne przychodzi, odchodzi. domy, rzędy domów, ulice, całe mile chodników, spiętrzone cegły, kamienie. (…) gdzieś w tym jest oszustwo. spiętrzone w miastach, wietrzejące wiek po wieku. piramidy na piaskach. zbudowane na chlebie i cebuli. niewolnicy, chiński mur. babilon. przetrwały wielkie kamienie. okrągłe wieże. pozostaje rumowisko, rozrzucone przedmieścia tandetnie zbudowane, domy jak grzyby, wiatrem podszyte. nocne schronienie.
    każdy jest niczym.

    [fragment ulissesa]
    jak by to było, być miastem, dublinem joyce’a, nowym jorkiem, tym z filmów allena, filmów scorsese, tym z wierszy o’hary, opowiadań dorothy parker, raketenstadt pynchona, paryżem henry’ego millera, paryżem z paryż się budzi rimbauda, basin city z komiksów franka millera, lizboną pessoi.. 

    emilia

    Brak komentarzy

    (b.1) zapytuje, czy ją dziś odwiedzę, wątpliwe, odpowiadam, dzisiaj mam dzień łóżkowy, ziewająco-śpiący.

    wykłady

    Brak komentarzy

    o don kichocie zdają się być pozycją przeznaczoną dla osób, które don kichota nie czytały, bądź mają problemy z czytaniem ze zrozumieniem. nabokov obszernie, natchnionym tonem na dodatek, omawia rzeczy, które wynikają wprost z tekstu, osoby, które don kichota czytały, przekartkują wykłady w niecałe dziesięć minut. jedynym interesującym fragmentem jest poczynione przez vladimira zestawienie wyrzeczenia się błędnego rycerstwa przez będącego na łożu śmierci don kichota z aktem odrzucenia poezji przez rimbauda, niestety, jest to załatwione w paru słowach zaledwie, cóż.
    pozostaje żałować, że tematem wiodącym nie było porównanie don kichota z sezonem w piekle,
    przywykłem do zwyczajnej halucyjnacji: z największą łatwością widziałem meczet w miejsce fabryki, szkołę doboszów prowadzoną przez anioły, kolasy na wszystkich drogach nieba, salon w głębi jeziora; potwory, misteria; tytuł wodewilu piętrzył przede mną koszmary.
    [fragment sezonu w piekle w tłumaczeniu artura międzyrzeckiego]
    brzmi znajomo?
    *
    agnieszka holland z okazji premiery total eclipse przytoczyła anegdotę, jak to, poszukując funduszy na realizację tego filmu, zwróciła się do amerykańskich producentów, bohaterem filmu będzie rimbaud (rembo), mówi im, a czy ma już pani zapewniony udział w filmie sylvestra stallone, usłyszała pytanie.
    *
    każde przełożenie w moim egzemplarzu ulissesa przeczytanej strony, sprawia, że ona odpada. kiepsko sklejona książka przyczyniła się do powstania w mojej głowie intrygującej metafory.
    *
    sen:
    w towarzystwie gadającego psa przemierzam budapeszt, zastanawiam się, jak bez pieniędzy, telefonu komórkowego, znajomości węgierskiego, przy braku wiedzy, gdzie znajduje się przystanek autobusowy, jak również pewności, czy mam wsiąść wsiąść do autobusu 71, 72, czy 73, dotrę do mieszkania.

    a

    2 komentarzy

    może obejrzelibyśmy jakiś film tarantino, a najlepiej wszystkie, pyta mnie, zrodzona z lektury serii komiksów sin city franka millera i seansu wygnanych johnny’ego to, ochota – ale, odpowiadam, przecież miało nie być żadnych powrotów, żadnych powtórek, żadnego oglądania się za siebie, takie postanowienie zostało powzięte jakiś czas temu, a filmy quentina tyle razy były już przez nas oglądane, że znamy je na pamięć prawie, więc? 
    *
    opowiadam emilii (b.2) jakie figle płata mi natarczywie i sugestywnie od jakiegoś czasu wyobraźnia, jak, gdy wychodzę rano spod prysznica, nagabuje mnie, poślizgniesz się, wywrócisz i rozbijesz głowę, wiesz dziecko co to pęknięcie czaszki?, będzie po tobie zanim mrugniesz okiem, a nawet jeśli nie tak od razu, to przecież wszyscy śpią, nikt nic nie usłyszy, nikt nie przybiegnie z pomocą, wybij to sobie z głowy, skonasz tu w straszliwych męczarniach i to nago w dodatku, masz to jak w banku, ja ci to mówię, jak, gdy jadę autobusem, podszeptuje, tylko popatrz jak ten gruchot jedzie, na pierwszym lepszym zakręcie jak nic się wywróci, a wtedy, cóż, nie chcę cię straszyć, przy odrobinie szczęścia zginiesz na miejscu, ale na takie luksusy raczej nie masz co liczyć, najpewniej odłamek stłuczonej szyby rozpruje ci gardło i rzężąc się wykrwawisz albo autobus stanie w płomieniach, a ty spłoniesz w nim żywcem, a może stanie się jedno i drugie, tak, na pewno będzie właśnie tak, to więcej niż pewne i o tym, że zastanawiam się, czy z czasem nie przestanie mnie to bawić, a zacznie budzić lęk.
    *
    sen:
    leżymy w łóżku, zastanawiam się, czy nie będzie mu przykro, gdy do spania założę jego nową koszulkę, jeżeli chcecie w tym zagrać, to musicie się jutro uczesać, mówi złym tonem jedna z wchodzących do pokoju kobiet.

    urodzinki

    2 komentarzy

    pana timki, sto lat, sto lat, gaszenie dłonią świeczek na torcie, sto lat, sto lat, szaleństwo prezentów, sto lat, sto lat, łyk piccolo, sto lat, sto lat, etc.


    • RSS