rzeczy blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 10.2008

    (kawa),

    Brak komentarzy

    papierosy, rozmowy, piwko i więzień brubaker.
    budujące.
    *
    a jednak stale, niezmiennie i wciąż rimbaud. jakkolwiek przeczytam coś zachwycającego, to jednak nic, gdy przypomnę sobie którekolwiek jego zdanie.
    i te wszystkie chwile, gdy był tuż obok. oh! la! la!
    *
    pożegnałeś się zatem
    z wyrokującym światem,
    stadnych uczuć potrzebą!
    wzlatujesz od niebo…

    - nigdy więcetj orietur.
    żadnego urojenia.
    nauka i czekanie
    mąk nie do uniknienia.

    po

    Brak komentarzy

    lekturze drobnego zbioru opowiadań jednoręki, pozostaje przyznać rację obiegowej opinii. tennessee williams był świetnym dramaturgiem, z innymi formami literackimi szło mu jednak gorzej.
    *
    żałować, czy się cieszyć, że pojechaliśmy w takim, a nie innym terminie do budapesztu? na czas najbliższy szykują się tam podobno zamieszki.
    *
    przywiezione wino smakuje.
    *
    nie mogę się doczekać weekendu. wrócić do łodzi łatwo, dojść do siebie nie.

    miejsc

    Brak komentarzy

    podczas wyjazdu odwiedzonych, zwiedzonych, obejrzanych ogrom. pominę wyliczankę, są zdjęcia. nie jest ich dużo po prawdzie, nie chciało mi się.
    czy trzeba mówić, że moje ulubione zdjęcie to to wykonane na tle marcenapanowego michaela jacksona?
    sam budapeszt i owszem ładny, ale ładnością świadomą, wyrachowaną, oczywistą i narzucającą się. po co mój zachwyt temu miastu, którym tyle osób się zachwycało, zachwyca i zachwyci.
    najciekawsze jak zwykle są niuanse. przykładowo: po godzinie 22 na stacji alkoholu nie sprzedaje się; gdy się zamawia w lokalu dużego heinekena, dostaje się średnie piwo węgierskie, które jest droższe; napiwek często bywa wliczany w cenę; ciężko zaliczyć węgierki do urodziwych.
    od rana do wieczora przemieszczanie się, oglądanie, dyskutowanie, a nocami, cóż, wiadoma sprawa. ostatecznie nastąpiło przeciążenie organizmu (bo raczej musiało), pojawiły się przywidzenia, co nie było niemiłe w zasadzie.
    powrót, jak to zwykle bywa, okazał się bolesny. wczorajszy dzień w pracy spędzony w półśnie, a wieczór i noc dokładnie przespane.
    dzisiaj powoli dochodzę do siebie. oglądam medium na ale kino. otworzyć wino przywiezione z budapesztańskiej winiarni?
    *
    sny:
    - idę korytarzem, mijam jakieś osoby. zaczynam odczuwać osłabienie. chcę iść dalej i mam wrażenie, że to robię, ale nie, wszystko się przechyla, zaczynam widzieć z perspektywy podłogi. gdy już wiem, że leżę na ziemi, staram się coś zrobić, podnieść się, wykonać jakiś, jakikolwiek ruch, ale coś stale spycha mnie w dół. ludzie pochylają się nade mną, przyglądają się. próbuję nadal, ale bezskutecznie, coraz większa i większa słabość. czuję, że na dobre i nieodwrcalnie oddalam się od swojego ciała.
    - kaszlnięciem wypluwam większość swoich zębów. przeglądam się w lustrze i widzę, że na ich miejsce mam inne, krótsze, ostrzejsze, które zdają się życ swoim życiem.

    najazd

    Brak komentarzy

    na budapeszt już jutro. potrwa do niedzieli.

    uśmiechem

    Brak komentarzy

    witam pojawienie się nazwy rastenburg na stronach łaskawych. w jednym z wywiadów littell wspomina, że przed przystąpieniem do pisania odwiedził miejsca, które zamierzał umieścić w powieści. czy zawitał do rastenburga, zwiedził wolfsschanze?
    *
    ciężko w to uwierzyć, doprawdy, ale są tacy, co narzekają na łódzkie mpk. na niejednym z forów padają oszczercze zarzuty typu:
    w sobote wieczorem jechalam do centrum tramwajem – czekalam tylko az zacznie sie zadyma – w wagonie sami dresiarze z pannami, muza z komoreczek na glos, podbite oczy i piwko saczone w MPK.
    narzekania maluczkich, którzy nie pojęli, że nic tak nie zbliża do życia, jak podróż środkami mpk. bądź kolejka do lekarza.
    miast złorzeczyć, należy się wsłuchać w vox populi. a on mówi. i to jak.
    *
    - nie dziwię się.
    - ale co?
    - no, że uciekłaś, jak cię macali. nie dziwię się.
    - a, to. byłaś u tomka?
    - nie, byłam u agnieszki, a potem zadzwoniłaś.
    - ona mówiła, że byłyście u tomka.
    - no tak, na chwilę. ale była tam też ta jego ruda kurwa, to zaraz wyszłyśmy. ona jest mniejsza i chudsza ode mnie. jakbym jej przywaliła z liścia, to by się złamała. ale dziwki nie będę biła przecież. poszłyśmy więc pić do agnieszki.
    - słuchaj, ja powiem krzyśkowi, że byłyśmy u martyny. on jej nie zna, to nic nie będzie gadał.
    - a ty nie mów nic mojemu, bo ja miałam iść do niego dzisiaj, ale co mam powiedzieć, nie mogę przyjść, bo najebana jestem i nie mam siły?
    - no nie powiem. myślisz, że mogę pić, gdy biorę leki przeciwbólowe?
    - a co, okres masz? spokojnie, bezproblemowo.
    - wódą coś śmierdzi.
    - to nie ode mnie, ja piłam tylko piwo i wino. ale nie mów nic mojemu, dobra? matce powiem, że w manufakturze z tobą byłam. cały dzień mnie w domu nie ma.
    - nic nie powiem. wciągnęłabym coś tak w ogóle.
    *
    sen:
    - matka patrycji grozi, że ukradnie mi czas. uciekam, skacząc po latarniach, ale nic z tego, czuję jak wszystko zaczyna zwalniać.
    - pomiędzy blokami, karol (luis) krzyczy na jakiegoś krewniaka i odchodzi. widzę, że ten zaraz zacznie płakać. chcę go jakoś rozweselić, biorę go na ręce, i zaczynam się unosić w powietrze. ze strachu obrzyguje mi bluzę.
    *
    przedwczoraj, wczoraj granie w csi: mroczne motywy. granie? irytowanie się na własne życzenie raczej.

    aczkolwiek

    Brak komentarzy

    ciężko jednak nie posłuchać, chociaż raz w tygodniu, ścieżki dźwiękowej do całkowitego zaćmienia, bądź którejś płyty the tiger lillies. a na pewno utworu hell tegoż zespołu.
    *
    nie chce mi się dzisiaj używać głowy.

    muzyki

    Brak komentarzy

    wszędzie, muzyki zawsze? otóż niekoniecznie. od jakiegoś czasu (zbyt) łatwo przychodzi mi obywanie się bez muzyki. nawet bez ulubionych kompozytorów, wykonawców, zespołów.
    w przeciwnieństwie do słowa pisanego, które działa na mnie najsilniej (a bywa i tak, że wyłącznie ono na mnie działa), w najbardziej złożony sposób, wielopłaszczyznowo.
    uzależnienie od trzeciego roku życia.
    *
    nie zapomnieć wymienić zło na forinty, bo zbliża się czas!

    od

    Brak komentarzy

    wczoraj album myths of the near future klaxons robi mi dobrze przez uszy.
    powtarza się historia, mam tuż pod nosem koncert jakiegoś zespołu, który nie jest mi specjalnie znany, nie wybieram się na nań z tego, czy innego powodu (zwyczajowy powód: a chuj z tym), następnie poznaję muzykę owego zespołu, osłuchuję się, podoba się i owszem, i mam ochotę dać sobie kopa w sempiternę, tak na koniec. 
    ale co tam, so be it.
    jeden z moich ulubionych utworów z płyty to gravity’s rainbow (inne: it’s not over yet, forgotten works, isle of her). ciekawe co na to pynchon?
    *
    a co mi robią w głowę łaskawe to ciężko nawet określić.

    czytelnik

    Brak komentarzy

    tej książki volens nolens zbliża się do głównego bohatera filmu uczeń szatana.
    *
    sen:
    sala kinowa, światła zapalone, nikogo nie ma. przechadzam się.
    biorę prysznic. pukanie do drzwi łazienki, nie reaguję. po chwili wchodzi do środka anna (w.), tuż za nią gramoli się andrzej (r.). ona mówi, że muszę natychmiast coś zobaczyć. on coś mruczy i wychodzi. proszę, żeby mi dała chwilkę. jesteśmy w jej pokoju. mówi, że pojawił się jej zmarły mąż. przyglądam się ścianie. z tapety wynurza się kształt, wije się, skręca. robi mi się niedobrze. zaczynam rozumieć, że ona go zabiła.
    *
    od czasu do czasu myśli moje infekuje jakieś słowo. natrętnie co chwilę spomiędzy nich wyskakuje, drażni się ze mną. dzisiaj zaatakowało mnie słowo sylfidy.

    nie

    Brak komentarzy

    jest łatwo oderwać się od łaskawych.


    • RSS