rzeczy blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 9.2008

    kolejna

    Brak komentarzy

    znajomość do skreślenia – dobra passa się utrzymuje!
    bycie remedium na czyjeś kompleksy, to jednak na dłuższą metę zupełnie nie dla mnie.
    *
    sen:
    rozejm dwóch wzajemnie zwalczających się grup. dzień, otwarty teren, park? ogólnie niezadowolenie ze strony jednej, z drugiej cyniczne uśmieszki. my jesteśmy w tej pierwszej grupie. robert (iwan) nie wytrzymuje (wściekły i zdezygnowany wyraz twarzy), przechodzi pomiędzy zebranymi (idę tuż za nim) i morduje jednego z liderów grupy drugiej. podnosi się wrzawa. w oczach jednego z przyglądających się widzę wyrok śmierci wydany na roberta. kieruje się w nasza stronę. musisz uciekać, chwytam go za ramię i unosimy się w powietrze. niezbyt sprawnie ale jednak oddalamy się. mam złe przeczucia. docieramy do domu roberta, ma nam posłużyć za kryjówkę. witam się z jego rodzicami, pawłem, jego bratem. nie udziela się nam radosna atmosfera. paweł wychodzi, po jakimś czasie wraca. gdzie byłeś? w sklepie. zamówiłem troche jedzenia, zaraz przywiozą. podałeś adres?! no musiałem, a co? wiem, że źle się stało. po chwili wchodzą ci, którzy nas ścigali. śmieją się głośno z naiwności pawła. spoglądam na roberta, jest jeszcze bardziej zrezygnowany i ponury. obaj już wiemy, co będzie dalej.
    *
    zmęczenie tak wielkie, że nawet nie próbuję zajrzeć do książki w autobusie w drodze powrotnej. pynchona nie wypada jednak czytać na odpierdol-się, toteż wypatruję niczego przez okno i czekam na upływ czasu.
    *
    innym utworem, który ciężko mi wysłuchać, żeby się nie przyłączyć wokalnie do wykonawcy, jest niewątpliwie backstabber the dresden dolls – szczególnie fragment:
    backstabber! hope grabber!
    greedy little fit haver!
    god i feel for you, fool
    you shit lover! off-brusher!
    jaded, bitter joy crusher!

    failure has made you so cruel, you

    możliwe,

    Brak komentarzy

    że nie udało mi się jeszcze przesłuchać shadowplay joy division i nie zaśpiewać przy tym wersu as the assassins all grouped in four lines, dancing on the floor.
    prób naśladowania tańca iana curtisa nie odnotowano (kłamiesz, kłamiesz!).
    *
    sen:
    marcin (chomik) pyta mnie, czy na wycieczkę, na którą się wybieramy, może zabrać ze sobą czwórkę dzieci, które niedawno porwał. odpowiadam, że, o ile wiem, jedynym warunkiem koniecznym wyjazdu jest zakup kilku hektarów ziemi.
    *
    ad marginem – muszę się dowiedzieć, czy (faktyczny) wyjazd do budapesztu (za 2 tygodnie) nie posiada jakowychś obostrzeń tego typu.
    *
    na przystanku:
    - jechaliśmy wczoraj nocnym i jakiś koleś wszedł, i kozaczył, podszedł do nas, dajcie papierosa, a potem, za kim jesteście, no to my, że za ełkaesem, to dobrze, mówi, ale zaraz z autobusu wysiadł, pewnie żyd.
    *
    [nieobeznanym z łódzkim folklorem należy wyjaśnić, że wypowiadający się, mówiąc żyd, miał na myśli kibica widzewa]

    capote,

    4 komentarzy

    w jednym z wywiadów podał, że jest jedyną osobą na świecie, która przeczytała tęczę grawitacji thomasa pynchona. pytanie o tego autora skwitował – upiorny.
    pozostaje mi się nie zgodzić z tobą, trumanie. i czytać sobie inną pozycję thomasa, tj. mason i dixon. która to nb. podobno jest potwornie nudna (takie stwierdzenie pada w którejś starej machinie, o ile mnie pamięć nie myli), czego mnie się stwierdzić jak do tej pory nie udało.
    ciężko mi w ogóle wyobrazić sobie nudzącego pynchona, cóż.
    *
    sny:
    -    chodnik, obok budka z ubraniami. przygląda się sygnalizacji świetlnej i budynkom w tle. stwierdza, że brak tu symetrii. w celu naprawy sytuacji wjeżdża samochodem w budkę z ubraniami. następnie kupuje w niej koszulkę. granatowa, z tyłu nadruk 01, z przodu napis queen, góra z ciemnej siatki. gdy ją zakłada, rozbrzmiewa i want to break free.
    -    lekcja polskiego.marcin (chomik) i ja gwiżdżemy. polonistka przysłuchuje się. podchodzi do nas. podobało się. wskazuje na marcina i mówi wiersz o tomku, który ma zgrabne rymy, a i rytm również niczego sobie. niestety, nie pamiętam go zupełnie. wymowa mniej więcej taka, że tomek jest ok, mimo, iż robotnik (wielki skrót). zwraca się do dziewczyn – z marcinem możecie się umawiać w ciemno. a gdyby coś nie wyszło, pamiętajcie, jak ładnie gwizdał.
    -   
    idę chodnikiem z karoliną. ona przede mną. jest zdenerwowana. mijamy polonistkę (inną). karolina denerwuje się jeszcze bardziej. przechodzi przez ulicę. przystajemy przy płocie. mówię, że mogę sprawić, że przestanie czuć cokolwiek. unoszę dłoń i już, stało się. podchodzi do nas jej chłopak. nie jest zadowolony z tego, co zaszło.
    -    las, chyba biwak. wieczór, impreza. m.in. dawid (s.), marcin (chomik), mariusz (sienia), karol (luis). trzymają się z dala ode mnie, powodu nie znam. zaglądam do paczki papierosów. wygląda, że tylko 10 sztuk zostało wypalonych, cieszę się. wszyscy zaczynają tańczyć wśród drzew. dostrzegam monikę. przyglądam się rozstajom dróg. stwierdzam, że lubię rozstaje. wszyscy się rozpraszają.
    -    mariusz (piecek) dzwoni do mnie, że w spodniach, które są w moim domu, nie ma pieniędzy. on jest piratem. jego łódź podwodna wynurza się nagle na środku boiska. skaczę w górę, bardzo wysoko. śmiejąc się, zmieniam się w janusza gajosa.
    -    chłopiec z sierocińca okazał się seryjnym mordercą.
    -    właściciel krematorium, które mieści się na dachu budynku, przechodzi trudne chwile. najlepsze pracownice zwalniają się. przechadza się, przygląda się popiołom. pochodzą do niego trzy meksykańskie kobiety, których kompleks niższości sprawia, że się miniaturyzują. potrafią już tylko chodzić na kolanach, zapomniały, co znaczy mieć wyprostowane nogi. proszą o wybaczenie, ale one również odchodzą. jemu robi się słabo, upada, traci przytomność. widzę go wiszącego w dziurze, która jest ogrodzona siatką i która mieści się tuż koło ulicy. obok niego inna osoba, nie znam jej. pytam go, co tu robi. pragnie upodlenia. niczego już nie chce poza tym. uśmiecham się. mam dla niego lepszą propozycję. pomogę odnaleźć te kobiety i zemścić się. waha się.
    *
    część weekendu spędzona na graniu w silent hill 4. zgubna rzecz, gry, jeśli idzie o mój upór i dziecięcą ciekawość.
    a co mnie podkusiło, żeby zacząć, zupełnie nie wiem. przecież nie gram w gry.
    *
    lubię ten smak, gdy w ustach mam słowo fuck. 
         [maria awaria – maria peszek]
    po pierwszym przesłuchaniu płyty – brawa dla tej pani. co będzie przy kolejnych?

    ciężko

    Brak komentarzy

    powiedzieć jak tymoteusz i patrycja przetrwają noc w szpitalu, mając do dyspozycji łóżeczko i twarde krzesło. i dłużące się godziny.
    *
    - zobacz co ci babcia przyniesła!
    *
    sen:
    siedzą na ławce, no może jeden, czy dwóch w pozycji stojącej. rozmawiają z zaangażowaniem, omawiają. coś związanego z religią. podejrzewają, że są inwigilowani. zwracają uwagę na jedną osobę spośród nich. to ktoś jak ja, ale to nie ja, zupełnie nie. pytają, czy coś wie na ten temat. milczy, spuszcza głowę. podnoszą się głosy, nie zastanawiało was skąd tyle wie odnośnie różnych spraw! osoba ta krzywi się. mówi, że owszem, to ona, ale wiele się zmieniło, może im pomóc. coś w rodzaju szkolenia. nie możecie być takimi idealistami, oni was zagną dowolnym pytaniem, typu, czy wiecie, ile kosztuje chleb? to się musi zmienić.  
    pan smoking i jego, kto?, który miał jakieś imię, ale jakie?, szukają mnie.
    *
    pomimo starań, rozpaczliwego opóźniania nieuchronnego, marudzenia, księga niepokoju została dzisiaj ukończona. i już mam ochotę zacząć czytać ją od nowa.

    w

    Brak komentarzy

    autobusie, dwóch panów z pokaźnych rozmiarów butlą gazową (o trzecim, milczącym nie wspomnę), widoczna gołym okiem tendencja do pastwienia się nad wątrobą:
    - mogłeś iść do chudej przecież.
    - po co niby, dokończyć robotę po tobie?
    - co ty gadasz, do niczego nie doszło.
    - nie wciskaj kitu, zostały ślady na korytarzu.
    *
    sen:
    czas przechadza się po swych komnatach. tym, którym udało się uzyskać audiencję, udziela amnestii.
    tuż przed przebudzeniem głos, nie osoba, czy postać, ale po prostu głos, oznajmia mi, że bittersweet symphony the verve to najpiękniejsza piosenka na świecie.
    *
    wcale tak nie uważam.
    *
    ale i tak od paru lat ten utwór budzi mnie co rano.

    sen

    Brak komentarzy

    zbyt szybko wycieka z mych powiek tego poranka, próbuję go jeszcze pochwycić, ale jest już za późno, nic z tego.
    budzi się trochę, drży, gdy trafiam na słowa podróż, woda, mapa, histeria. odruchowo wówczas się skupiam, co w takich przypadkach wyłącznie przeszkadza, rozmywa.
    i nic mi nie zostaje, nic poza wrażeniem, które z miejsca zostaje poddane obróbce wyobraźni i muszę to odrzucić z braku pewności, czyj to jest twór, snu czy imaginacji.
    pocieszam się czytając/oglądając sandmana.

    w

    Brak komentarzy

    tramwaju:
    - jakiego on jest kurwa wyznania?
    - jest, tego, satanistą, kurwa.
    - nie o to mi kurwa chodziło.
    - a o co, kurwa?
    - no, o klub, kurwa.
    nad chodnikiem:
    - dobra, chuj, spierdalam, kurwa.
    w biurze:
    - kurwa, co ta jebana kiełbasa znowu naodpierdalała.
    w przekroju:
    - i bardzo bym chciała być też kurwiszonem.
    *
    sen:
    w domu, który w niczym mojego nie przypomina, ale jest to właśnie ten mój. niepokoję się tym, że pokój zostanie zalany, najprawdopodobniej w nocy. rozmawiam o tym z matką. zdziwiona, w czym problem, najwyżej się przebierzesz. kiedy mam ze sobą wyłącznie to ubranie, które mam na sobie, więc. chodzimy po pokoju, dostrzegam, że on już jest wypełniony wodą, całkowicie. tylko, że ta woda jest niemal idealnie przezroczysta i o temperaturze ciała, i dlatego orientuję się dopiero teraz.
    nie żyję. akcja się cofa, żeby można się było dowiedzieć, jak to się stało. ciepło, słonecznie, chyba lato. stoję koło klatki schodowej, z marcinem i karolem, rozmawiamy. nieopodal jest ogródek piwny. przyglądam się z tej perspektywy przez chwilę. od stolika wstaje osoba, podchodzi do nas, o coś pyta. wiem, że to on mnie zabije. jeszcze nie teraz, nie dziś, za jakiś czas, raczej dłuższy, ale tak to się zaczęło. wiem, że nic nie poradzę na ten tok wydarzeń, to tylko cofnięcie akcji.
    *
    wyhodowanie w domu konsultantki avon’u pozytywnie stymuluje przyrost pogłowia dezodorantów, perfum, antyperspirantów, szamponów, żelów pod prysznic, kremów, etc.
    *
    idąc do pracy mam wrażenie, że cały czas przemieszczam się wyłącznie w obrębie mojego mieszkania.

    rozmowa

    Brak komentarzy

    ze zbyszkiem. nudna, bezbarwna. czyli dokładnie taka, jaką stała się nasza znajomość. wygląda na to, że to kolejna do skreślenia. jak zwykle nie mam nic przeciwko.
    *
    listów od dawna nie piszę, ale czasami robię listy. głównie z tytułami książek, filmów, płyt, komiksów, z którymi zamierzam zawrzeć bliższą znajomość.
    jest to niezły pretekst, by spędzić cały dzień, np. wczorajszy, na przekopywnaiu się przez tony pism, czasopism, dawno przeczytanych i tych zaległych.
    w odróżnieniu od wcześniejszych list, które były tworzone na luźnych kartkach i okazywały się zbyt ulotne, ta została zrobiona w terminarzu (i jest to jedyne zastosowanie dla tej instytucji, jakie przyszło mi do głowy). może wytrwa dłużej.
    wykorzystanie listy w praktyce na ten moment sprowadza się do oglądania na youtube teledysków joan as police woman, the kills, ting tings. na dłużej zatrzymuję się przy joan, a że w jednym utworze występuje anthony hegarty.., cóż, zamiast sięgać po nowe, przeglądam po raz kolejny klipy anthony and the johnsons.
    *
    naiwni sądzą, że do sklepu nocnego pielgrzymują wyłącznie jednostki spragnione płynu i/lub dymu. błąd! są tacy co wybierają się tam po masło i karmę dla kota. i awanturują się przy okazji.
    *
    od dwóch dni księga niepokoju skazana jest na banicję. będzie tak do jutra, jak sądzę.

    nie

    Brak komentarzy

    jest to kwestia senności, czy, jak zostało to kokieteryjnie ujęte, wtórnego alfabetyzmu. świadomie opóźniam skończenie tej książki, bronię się przed tym, bronię się przed nią.
    czuję jak stara się przeniknąć moje myśli, moje słowa, brzmienie mojego głosu, mój sposób chodzenia.
    szkoda, że czytam ją dopiero teraz, a nie dużo wcześniej. nie mam na myśli tygodni, czy miesięcy, ale całe lata.
    przypomnij sobie pierwszą kradzież książki, z miejskiej biblioteki, która mieści się w zamku krzyżackim. tomik rimbauda, zawierający wybór wierszy, listów, fragmenty sezonu w piekle i iluminacji. od tego się zaczeło.
    a gdyby wówczas do pary ukradziona została księga niepokoju?  
    *
    księga niepokoju mnie uspokaja.

    sen:

    Brak komentarzy

    postać, której nie widzę, tańczy i śpiewa to ja id! to ja mit!


    • RSS