rzeczy blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 8.2008

    czego

    Brak komentarzy

    oczekuję od biografii – trójwymiarowego portretu jej bohatera. chcę mieć wrażenie, że jest tuż obok, że mogę go dotknąć, choćby opuszkami palców. franz kafka maksa broda nie zaoferował mi tego, ale lektura tej książki była właściwie przyjemna, jeśli pominąć zapędy kanonizacyjne kafki, którym autor się oddaje.
    przypominają mi się wieczory, noce sprzed lat spędzone nad utworami kafki, nad jego listami, pierwsze wrażenia. pamiętam słowa skreślone przez mnie w jakimś zeszycie, podczas czytania listów do felicji bauer: to jakby lizać wilgotną ścianę starego budynku.
    przeglądam półkę z nieczytanymi jeszcze książkami z nadzieją, że natrafię na coś tego autora i z miłym zaskoczeniem napotykam okno na ulicę i inne miniatury.
    *
    tradycyjne piątkowe piwo miało niezby miły początek. nagły deszcz gwałtownie wnika w moje ubranie, a gdy przestaje padać, przenikają mnie porywy wiatru.
    ale nie czuję dziś drapania w gardle – niezawodny omen – więc tym razem choroba mnie ominie.

    film my blueberry nights, który miał światową premierę 16.05.2007 roku, do polskich kin wejdzie najprawdopodobniej w lutym roku 2009 i będzie nosił tytuł – uwaga, uwaga – jagodowa miłość. inwencja i brawura godna podziwu. mogę sobie wyobrazić burzę mózgów w sprawie tytułu.. w oryginale dać? nie, ciemny lud nie zrozumie. może moje jagodowe noce? odpada, wyjdzie, że to film dla fanatycznych zbieraczy jagód. cóż więc robić?! to może dajmy coś z miłością. genialne, oto jak jak banał oryginału w natchnionych rękach sięga nieboskłonu.
    *
    sen:
    - staram się odczytać smsa, ale jak to zwykle we śnie bywa, litery tańczą mi przed oczami, wiadomość jest od kogoś kogo znam, ale któż może wiedzieć od kogo, pamiętam urywki jakieś, jakaś ona pisze o jakimś nim, że słowa, które miały między nimi jakąś wartość i ciężar, straciły znaczenie i brzmienie, opustoszały, i że ma ochotę zastrzelić go w dolinie, staram się czytać dalej, ale wszystko się plącze, miesza, wiruje. 

    wong

    Brak komentarzy

    kar-wai po amerykańsku, czyli my blueberry nights. po amerykańsku, więc bohaterowie mówią w momentach, w których we wcześniejszych, nie-amerykańskich, filmach milczeli. robią to, czego wcześniej można było się wyłącznie domyślać, że chcieliby zrobić. palą, ale dużo mniej.
    nie wiem co sądzić o tym filmie, który, w mojej ocenie, jest wariacją nt. pewnego wątku z chungking express. mój stosunek do wong kar-waia jest delikatnie mówiąc bezkrytyczny.
    zastanawiało mnie, kto wykorzysta w filmie utwór cat power the greatest. teraz mam odpowiedź. wokalistka ta występuje zresztą w my blueberry nights w epizodycznej roli.
    *
    sny:
    - urwisko,w labiryncie skał staram się odnaleźć amfiteatr, ktoś mi towarzyszy, osoba lub kilka, nie pamiętam kto, pamiętam za to ten amfiteatr, ale jak tam dojść w tej plątaninie schodów, powietrza i nieba, słoneczny dzień i podskórna radość, z kimś mam/mamy się spotkać na miejscu.
    - stoję przed półką z książkami, przyglądam się, to mój-nie-mój pokój, otwierają się drzwi i wchodzą dwie osoby, przyszły tu na papierosa, bo to zaplecze, ona podchodzi do mnie i maluje mi twarz na biało, idziemy w głąb pomieszczenia, to jest księgarnia, przechadzamy się wśród stoisk, ona przygląda się jakimś komiksom, rozglądam się również, myślę może w końcu kupię „blankets”?

    ziewam

    Brak komentarzy

    oglądając modiglianiego (reż. mick davis), ten patetyczny elementarz kabotyńskich zachowań o boleśnie przewidywalnym straceńcu z wzorcowo wręcz fatalną rolą główną andy’ego garcii.
    po co i dla kogo powstał ten film?
    mam nadzieję, że o ziewanie nie przyprawi mnie maks brod i jego franz kafka, opowieść biograficzna.
    [nieopodal bloku ktoś został potrącony na pasach, zdaje się ze skutkiem śmiertelnym. wokół jak zwykle tłumy. mam ochotę wcisnąć każdemu po bochenku, co to za igrzyska bez chleba?]

    - co

    Brak komentarzy

    z tobą jest nie tak?
    - pomyślę nad tym pytaniem. odpowiem ci, gdy się spotkamy ponownie.

                                [pociąg do darjeeling – wes anderson; cytat z pamięci]
    wspomniane było o owenie wilsonie. dodać muszę, że podobny stosunek mam do adrien’a brody’ego, który również w tym filmie gra. ale w pociągu jego mina zbitego psiaka jakoś mnie nie drażni. ba, pasuje wręcz.
    tak czy owak film andersona zapowiada się na rzecz wielokrotnego użytku.

    bardzo

    Brak komentarzy

    spodobał mi się pociąg do darjeeling, oj bardzo. nawet owen wilson nie przeszkadzał mi w odbiorze tego filmu, co samo w sobie znaczy wiele. mam ochotę przypomnieć sobie genialny klan i podwodne życie ze stevem zissou. wes anderson niewątpliwie mnie zainteresował. nie pamiętam kto powiedział, że przyszłość kina należy do niego. jestem w stanie w to uwierzyć.
    *
    zbieżność:
    w nocy obejrzany dokument głęboko w gardle, rano oglądam ostatniego króla szkocji, w jednej ze scen idi amin (forrest whitaker) ogląda głębokie gardło, czyli przedmiot wyżej przywołanego dokumentu.
    *
    zbiór ostania przygoda sherlocka holmesa na ten moment będzie moją ostatnią przygodą z panem detektywem.

    w

    Brak komentarzy

    czwartek piwo, wczoraj zepsuta klawiatura, dzisiaj malowanie pokoju – życie jest pełne niespodzianek!
    *
    zbieżności:
    - kończę dziennik intymny, otwieram literaturę na świecie nr 3/2000 na chybił-trafił i czytam nawet perec nie był taki jak queneau. queneau był człowiekiem niezwykle ujmującym i wyrozumiałym, ale to on decydował o tym, czy dany rygor zostanie przyjęty. od jego autorytetu nie było odwołania.
    - odrywam się na chwilę od przygód sherlocka holmesa, wzrok mój bezwiednie wędruje na półkę z książkami, odczytuję w myślach nazwiska, na które pada mój wzrok: joyce, cummings, po chwili wracam do przygód, na następnej stronie pojawia się postać: joyce cummings.
    - zabieram się za oglądanie wieczoru pozycji klasycznych na ale kino – który obejmuje filmy: myra breckinbridge, seks na ekranie: przeszłość w przyszłości, ostatnie tango w paryżu, głęboko w gardle – myślę, że do tego reperturaru pasowałoby wino, po chwili dzwoni patrycja i informuje, że kupiła dwa wina.
    *
    to właśnie, co wydawało się niewątpliwie czarne, staje się białe i prowadzi do prawdy.
                                                  [zabójstwo przy moście – arthur conan doyle]

    tak,

    Brak komentarzy

    zdecydowanie dziennik intymny, zdecydowanie sally mara, zdecydowanie raymond queneau.
    *
    zbieżność:
    - lolita znalazła obrońcę we francji (książka ta była tam przez czas jakiś zakazana) m.in. w osobie queneau, który widział podobieństwa między bohaterką książki nabokova, a bohaterką własnej powieści zazie w metrze.
    *
    znowu osacza mnie utwór zoot woman living in magazine.
    jakby tego było mało, dochodzą mnie przerażające wiadomości! nie polacy ani nawet rosjanie, ale czesi piją najwięcej alkoholu w europie. (…) polacy nie załapali się nawet do pierwszej piętnastki. jak tu żyć?!

    kończę czytać tomik opowiadań o sherlocku, tajemnica złotego pince-nez, otwieram miesięcznik film, nr 08/2008, wzrok mój pada na notkę, z której wynika, że planowane są dwa filmy o holmesie, w jednym w roli głównej robert downey jr., w drugim sacha baron cohen (?!), a także serial o tym detektywie produkcji rosyjskiej (?!!).
    holmes mówiący po rosyjsku.. hm, jak napisał rimbaud, nie mogąc wypowiedzieć się bez słów pogańskich, wolę milczeć.

    czego

    Brak komentarzy

    jednak nie uczynię z uwagi na linię obraną od jakiegoś czasu – żadnych powtórek, bez odwrotu. jak mawia pewien przesympatyczny osobnik: alleluja i do przodu.
    taka jest przynajmniej wersja oficjalna. ale jak sadzę za dzień, bądź dwa, linia ta okaże się linią maginota, bo kusi mnie niezmiernie ponowne dobranie się do dzieł zebranych sally mary, a szczególnie do dziennika intymnego.
    *
    zbieżności:
    - myślę o obejrzeniu pociągu do darjeeling, zarzucam pomysł, czytam opowiadanie conan doyle’a garbus, wkrótce natrafiam na zdanie uciekający do nepalu rebelianci wzięli mnie ze sobą i przebywałem później w górach za darjeeling.
    - opowiadanie tragiczny romans wyżej powołanego autora, dochodzę do frazy wypowiedzianej przez holmesa tyle tego, w tym samym momencie pada ona z ust kogoś w tv.


    • RSS