rzeczy blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 6.2008

    pierwszy

    Brak komentarzy

    dzień w pracy, po dwóch tygodniach urlopu, przypomina odlot na lsd. tyle, że halucynacje są znacznie mniej interesujące. aby jakoś to przetrwać, trzeba okazywać swojej osobie daleko posuniętą dobroć, wyrozumiałość, niekiedy pobłażliwość. nie zaszkodzi ponarzekać i rzucić od czasu do czasu niedzowną w takich przypadkach kurwą macią. dobrze jest sprawić sobie drobną przyjemność np. kupić w empiku lęk i odraza w las vegas, nowy numer lampy, a także literatury na świecie.
    na jutro zapowiedziana jest premiera tramwaju regionalnego. co nie oznacza wcale, że lęk i odraza w łodzi, wywołane totalnym chaosem komunikacyjnym spowodowanym pracami budowlanymi związanymi z owym tramwajem, miną, gdyż końca robót drogowych nie widać. czym jest jednak blisko rok ogromnych niedogodności w poruszaniu się po mieście, wobec faktu, iż nowy tramwaj będzie przejeżdżał trasę 10 minut szybciej, niż ten, który kursował nią wcześniej.
    mniejsza. to jednak przypomniało mi o pewnym projekcie. sfotografowanie łodzi z perspektywy przystanków. trzeba to będzie ponownie rozważyć.

    sprzątanie

    1 komentarz

    bywa przyjemnością – o ile robią to inni.
    bywa sprawą poważną – starczy przypomnieć sobie postać pana woolf’a z pulp fiction, bądź victora czyściciela z nikity.
    bywa dla sprzątającego okazją do odważnych stylizacji – przykładowo: na głowie chusta w kolorze campari, 11-sto dniowy zarost na twarzy, do tego koszulka nirvany (nagrodę osobie, która mi podpowie, skąd ja ją w ogóle mam), spodnie, niegdyś w kolorze znanym jako czarny, aktualnie przypominające obraz jacksona pollocka, szare skarpety. po prostu true vintage.   
    bywa dobrym momentem do poczynienia fascynujących obserwacji – przykładowo: zmywanie zawsze zaczynam od sztućców (w tym w pierwszej kolejności łyżeczki), następne są kubki, potem talerze, miski itp., potem garnki, na koniec spalona zwykle patelnia. co z tego wynika?
    a po sprzątaniu w łóżku, spożywanie z capote’m śniadania u tiffany’ego, wsłuchiwanie się w harfę traw. i stwierdzenie, że dźwięki wydawane przez tymoteusza coraz bardziej przypominają mi wokalizy eLL z sui generis umbra.

    życie

    Brak komentarzy

    ich było jak stary nawyk, jak nuda prawie pogodna; życie bez treści.
    (…)
    świat bez wspomnień, bez pamięci. przeszło trochę czasu, pustynne dni i tygodnie, które się nie liczyły. nie znali już pożądań. świat obojętny.
    (…)
    życie toczyło się wciąż takie samo (…) byli jak somnabulicy. nie wiedzieli już, czego chcą. byli wydziedziczeni.

       georges perec rzeczy

    ile nocy wong kar-wai spędził nad książkami pereca, nim zabrał się za kręcenie filmów?
    ile z filmu romeo is bleeding oglądanego w nocy zostało przegadane z patrycją?
    ile razy jeszcze przesłucham dzisiaj utwór pulp f.e.e.l.i.n.g.c.a.l.l.e.d.l.o.v.e.?

    przepis

    Brak komentarzy

    na spędzenie dni 19 – 27.06.2008r.:

    czwartek 19.06.2008r.:
    - wsiąść do pociągu na stacji łódź kaliska, zachwycić się po raz bardzo kolejny, że pkp zapewnia komfort jak w sing sing,
    - zatrzasnąć się w pociągowej ubikacji rodem z trainspotting, rozważyć wyważenie drzwi, uwolnić się po kilku minutach szarpania się z zamkiem,
    - wysłuchać starszego pana obdarowującego swoją małżonkę prawdami objawionymi typu to jest kamień, to jest drzewo, to jest pole, to jest trakcja, etc.
    - przesiąść się na stacji inowrocław,
    - siedzieć w przedziale, rozważać chce mi się palić, ale nie chce mi się szukać miejsca dla palących, nie ruszać się z miejsca, po paru godzinach stwierdzić, że siedzi się w przedziale dla palących,
    - wsłuchać się w bełkotliwe słowa, śpiewy, pokrzykiwania i piski pijanej grupki osób siedzących w przedziale obok, zastanowić się ciekawe ile tak jeszcze wytrzymają, góra godzinę?, później stwierdzić, że miało się rację,
    - starać się przez cały epizod pociągowy czytać podróż do kresu nocy,
    - zignorować kętrzyńskiego taksówkarza próbującego nawiązać dialog ile butelek wódki przez chwilą zamówiłem?, siedem czy osiem?,
    - porozmawiać z rodzicami, siedząc w bujanym fotelu, to gdzie ty w końcu mieszkasz?; jutro rano możemy pójść na działkę, trzeba ziemię skopać, wodę napompować do zbiornika; w niedzielę jedziemy do łempic, jedziesz z nami, etc.
    - czekać pod lidlem na mariusza, o, paweł idzie, pomacham do niego, brak reakcji, może to nie on, próbować raz jeszcze?, brak reakcji, podchodzi bliżej, o, cześć!,
    - pojechać z mariuszem i jego pracownikiem do pięknej góry, wysłuchać niepokojów natury moralnej związanych z możliwością wynajęcia wesołych chłopaków z kijami baseballowymi celem egzekucji długu,
    - zdziwić się na miejscu, wziąłeś śpiwór? to nie ma na jachcie śpiworów?,
    - spędzić resztę wieczoru na rozmowach o wszystkim, piciu piwa, odganianiu komarów.
    - usłyszeć przed położeniem się spać, ostrzegam, że wcześnie wstaję.


    piątek 20.06.2008r.:

    - przebudzić się, stwierdzić, że mariusz nadal śpi, obudzić go,
    - popłynąć jachtem do giżycka, ponarzekać na deszcz,
    - usłyszeć skacz na brzeg, ale tu jest wysoko, skacz spokojnie, skoczyć, zobaczyć następnie jak mariusz po skoku prawie wpada do wody, wysłuchiwać ale mnie boli ręka,
    - poczekać na przyjazd marka, wróciłem z pracy po 6, przespałem się dwie godziny i przyjechałem,
    - udać się na zakupy do kauflandu, zapłacić ok. 380zł, w tym 240zł za piwo,
    - obrać kurs na sztynort, z uwagi na deszcz po drodze dobić na pewien czas do brzegu, zjeść jajecznicę zrobioną przez mariusza, wysłuchiwać wypowiadanej co chwilę przez marka frazy pizda anioła,
    - stwierdzić w sztynorcie, po przyjeździe marcina, że są już wszyscy uczestnicy eskapady, ustalić zostajemy tutaj na noc,
    - odbyć wycieczkę po sztynorcie, tzn. przejść dookoła dwóch budynków i budki z pamiątkami, skojarzyć kupioną w niej przez marka gumową foczkę z wibratorem,
    - odbyć burzę mózgów, ubikacja jest za dwa złote?, ni chuja, będę lał chociażby z tego pomostu,
    - wysłuchać dwóch dowcipów opowiedzianych przez marcina, facet pyta faceta co lubi najbardziej, ten mówi, że seks i papierosy, a jaka pozycję najbardziej lubisz?, od tyłu, dlaczego?, bo wtedy mogę zapalić; hitler umiera, idzie do nieba, święty piotr go widzi i mówi, co ty hitler, to nie jest miejsce dla ciebie, idziesz do piekła, hitler na to, powiedz jezusowi, że jak mnie wpuścicie, to dam mu żelazny krzyż, to największe odznaczenie w niemieckiej armii, święty piotr idzie do jezusa, mówi mu co i jak, jezus zastanawia się i nie wie, idzie do boga, pyta go co robić, bóg się śmieje, co ty jezus, zwariowałeś, pod drewnianym nie dałeś rady, a żelazny chcesz wziąć?,
    - zdziwić się, że mariusz się dziwi, że parówek nie gotuje się w folii,
    - obejrzeć część meczu w lokalu, gdy marcin zasypia z głową na stole, a mariusz na siedząco, obudzić ich i wrócić na jacht,
    - porozmawiać z markiem, który wraca z meczu i który wchodząć na pokład prawie wpada do wody obejrzałem mecz do końca, ale nic nie pamiętam, a w ogóle założyłem się o to kto wygra z jakimś facetem, o piwo, przegrałem, a on mówi, że nie pije piwa,
    - nawiązać znajomość z osobami z jachtu obok, z jedną z nich udać się na ognisko, upiec kiełbaskę, zjeść ją, obserwując jak owa osoba zasypia na siedząco, obudzić ją i wrócić na jacht, 
    - mniej więcej przez cały ten czas rozmawiać o wszystkim, pić piwo, odganiać komary. 
     

    sobota 21.06.2008r.:

    - popłynąć ze sztynortu do pięknej góry, zdziwić się poprawą pogody, zaniepokoić okresowymi przechyłami jachtu,
    - wziąć w pięknej górze prysznic i w ogóle god bless prysznic; …and gorąca woda for all,
    - obrać kurs na węgorzewo, zdziwić się, że trasa wypada nam równo z deszczową chmurą, zmoknąć,
    - wysłuchać marcina tam w kętrzynie co budują ten park rozrywki, to już jedna osoba zginęła, pierwszy dzień w robocie, ramię dźwigu się złamało, spadło na gościa i zabiło go,
    - dobić pomostu, zdziwić się poprawą pogody, kazać, przed zjedzeniem jajecznicy, nałożyć mariuszowi koszulkę z uwagi na możliwość utraty apetytu, zasnąć,
    - przebudzić się z uwagi na wrzaski mariusza i bardzo niestandardowe przechyły jachtu, marcin, szybko na pokład, zwijaj foka, bo zaraz nas przewróci! zielona linka, kurwa, zielona linka, zwijaj ją!,
    - walczyć z żywiołem, kurwować, stwierdzić, że się nogi trzesą, zobaczyć jak wiatr przewraca inne jachty, zmoknąć, z trudem dobić do pomostu,
    - zdziwić sie poprawą pogody, popłynąć dalej, starać się nie reagować nerwowo na przechyły jachtu,
    - płynąć kanałem w kierunku węgorzewa, wysłuchać mariusza, tutaj w zeszłym roku, w tamtą odnogę kanału wpłynął jacht, mimo ostrzeżeń, że nie wolno, a tam linie wysokiego napięcia są, zabiło wszystkich,
    - zdziwić się, wpływając do portu, nie zahaczymy o te liny masztem?, a skąd, spokojnie przepłyniemy, od paru lat tu pływam, zahaczyć masztem o linę rozpiętą przed liniami wysokiego napięcia, poczuć, że jacht się przechyla, nabiera się do niego woda, zobaczyć, że maszt się łamie i leci prosto na załogę, wskoczyć w panice do kajuty, wyjrzeć na zewnątrz i zobaczyć, że jakimś cudem wszyscy są cali, zauważyć, że trzęsą się nogi i ręce, nerwowo wypalić dwa papierosy jeden po drugim,
    - dobić do brzegu, wysłuchać jak mariusz dzwoni po pomoc, złamał się maszt, nie, nie żartuję, nie, nie robię sobie jaj, stwierdzić, że to już koniec eskapady, wrócić, po dyskusji na temat co robimy dalej?, do kętrzyna, konkretnie do mieszkania marcina, zdjąć mokre skarpety, powiesić, żeby się wysuszyły, pić piwo, obejrzeć resztę meczu, wspominać chwile grozy i w ogóle nigdy już,
    - wrócić do domu rodziców.


    niedziela 22.06.2008r.:
        
    - spędzić większość dnia w łóżku, śpiąc, bądź czytając, tudzież wertując komiksy batman, superman, punisher, spiderman, x-man, z początku lat 90-tych, pośmiać się z nieporadnej translacji,
    - odkryć, że w domu rodziców kaseta vhs z filmem porno made by teresa orlowsky nadal ukryta jest w tym samym miejscu,
    - spotkać, po drodze do marcina,wujka, którego się nie widziało przez wiele lat i nie ma się nic przeciwko, żeby go nie oglądać nigdy już, no chodź, wejdź do nas, na minutkę, na dwie, nie odwiedzasz nas, żona właśnie wróciła z pracy, no chodź, wymigać się, odejść szybkim krokiem,
    - spotkać marka, jak wczoraj wychodziłem od marcina, to dał mi twoje skarpety, ale nie wiedziałem co z nimi zrobić, to je na krzaku powiesiłem, może jeszcze tam będą, zdjąć skarpety z krzaka, położyć je w korytarzu w mieszkaniu marcina, 
    - obejrzeć mecz, pić piwo, wspominać chwile grozy i w ogóle nigdy już,
    - wrócić do mieszkania rodziców, stwierdzić, że zapomniało się skarpet.


    poniedziałek 23.06.2008r.:

    - spędzić większość dnia w łóżku, ulegając falom senności, przeczytać gombrowicz w vence kazimierza głaza, pośmiać się, że to kolejny żenujacy typ wspomnień, w których autor nachalnie eksponuje siebie pod pozorem opowiedzenia czegoś o znanej osobie,
    - wybrać się pociągiem do olsztyna, do siostry, usłyszeć przy kolacji dwa tygodnie temu odkryłam guz w piersi, niezły temat wybrałaś sobie do kolacji, no tak, ale niegroźny.


    wtorek 24.06.2008r.:

    - wsiąść do pociąg kierunek łódź, podróżować w półśnie, przeczytać bez przekonania kilka stron rzeczy georgesa pereca, przyglądać się jak na jakiejś stacji policja wyprowadza z pociągu dwóch mocno pijanych dżentelmenów, starać się nie słuchać: muzyki, której słucha jedna z osób w przedziale, rozmów telefonicznych, które przeprowadza inna, dojść do wniosku, że podróżowanie pociągiem jest równie pasjonujące jak kąpiel regeneracyjna w szambie,
    - odebrać na poczcie przesyłki z książkami rozmowy z capote’m, śniadanie u tiffany’ego, harfa traw, przeczytać z wielką przyjemnością rozmowy…


    środa 25.06.2008r.:

    - obejrzeć dwa dni w paryżu, pośmiać się, polecić,
    - odkryć, że zabawy z tymoteuszem dają wielką radość obu stronom,
    - stwierdzić jutro idziemy na spacer.


    czwartek 26.06.2008r.:

    - skończyć lekturę podróży do kresu nocy, słuchając nine inch nails, rozbawić się cytatem dla każdego i dla każdej generacji zawsze można coś nowego odkryć w pochwie,
    - ucieszyć się, że została wydana po polsku powieść huntera s. thompsona fear and loathing in las vegas, bić brawa dla wydawnictwa niebieska studnia, najpierw palahniuk, teraz thompson, brawo!, przypomnieć sobie, że czytało się tę książkę w danii po dużej dawce piwa i trawy, słuchając w kółko jefferson airplane – white rabbit i rozmawiając do tego z andusem o filmowej adaptacji tej książki,
    - obejrzeć noi albinoi, zadumać się trochę nad tym filmem, przypomnieć sobie słowa fean, oglądam właśnie noi albinoi i tak mi przyszło coś do głowy, zastanawiałam się już wcześniej, że masz mniej typowe rysy twarzy, teraz już wiem, musisz mieć domieszkę krwi islandzkiej!, obiecać sobie ponowne obejrzenie 101 reykjavik oraz zakochani widzą słonie,
    - obiecać jutro na pewno pójdziemy na spacer.
    - odkryć, że zabawy z patrycją dają wielką radość obu stronom.


    piątek 27.06.2008r.:

    - powściekać się, że nadchodzi ostatni weekend urlopu,
    - nie pójść na spacer z uwagi na burzę,
    - usłyszeć krzyki patrycji, zainteresować się, zabić dwie ćmy, które owe krzyki wywołały,
    - przejrzeć przekrój, zanim zostanie rozerwany na strzępy, ewentualnie zjedzony przez tymoteusza,
    - wrócić do czytania rzeczy pereca.

    doprawdy

    Brak komentarzy

    ciężko w to uwierzyć, ale jutro:
    - wyjeżdżam1.
    najpierw pociąg, godzina 09.10 wyjazd, 17.08 przyjazd, potem chwil parę w domu rodzinnym, następnie samochodem prosto do celu. no chyba że jutra nie będzie.
    w czytaniu nadal podróż do kresu nocy, kolejny etap: paryż.
    a w ogóle to co się ze mna porobiło, pisząc te słowa spoglądam co pewien czas na mecz. bez większego przekonania wprawdzie, no ale!

      .1 a ciężko w to uwierzyć bo:
    - od trzech, czterech lat, mariusz regularnie, po kilka razy na rok, zaprasza mnie, jacht gotowy, już słychać szum fal wśród żagli, gotują się jeziora, dzika banda juz wrze, skwierczy, przyzywa cię, pożąda, wyczekuje!
    - za każdym razem płynęły z mojej strony zapewnienia będę, oczywiście, że będę, na pewno będę2.
    - za każdym razem, najczęściej w ostatniej chwili, moje uczestnictwo było odwoływane z różnych przyczyn3.

      .2
    co z czasem w sposób naturalny przeobraziło się w oczywiście, że tym razem na pewno będę.
      .3 chwilowy brak płynności finansowej, nieumiejętna gospodarka czasem wolnym, kryzys na rynku woli, etc.

    wizyta

    Brak komentarzy

    w magazynie ze zwierzętami w różnych stadiach i odmianach apatii, depresji, katatonii, niebytu. tak, w zoo. impreza równie wciągająca jak sylwester w przytułku dla bezdomnych, niemniej dwa eksponaty przyciągnęły moją uwagę, a mianowicie.
    gumowy tygrys trzymany w dłoni przez pewnego statecznego dżentelmena1, z którym ów dżentelmen wylewnie i w wyszukanym języku dzielił się online każdym swoim spostrzeżeniem oraz para butów ze smakiem dobrana do reszty stroju, jak również okoliczności przez pewną uroczą niewiastę2.
    a poza tym:
    1. nadal podróż do kresu nocy. aktualny przystanek: nowy jork.
    2. głęboka refleksja gospodyni domowej wpadłam w zaklęty krąg bałaganu w lodówce, która nie daje mi spokoju.

      .1

      .2

    składam podanie o przyznanie mi na czas bliżej nieokreślony dodatkowych dwóch par oczu1.
    powyższe uzasadniam koniecznością jednoczesnego przeczytania niżej wymienionych pozycji:
    - podróż do kresu nocy,
    - paragraf 222,
    - tęcza gawitacji3,

    celem dokładnego zbadania analogii występujących między przedmiotowymi powieściami.

      .1
    mogą być najpiękniejsze na świecie (…), aksamitne i nienaturalne wręcz.
      .2
    odnaleziona na biurku siostry, w chwili nudy, przyjrzyjmy się temu, strona, góra dwie, przeczytana za jednym posiedzeniem (poleżeniem?).
     
    .3 czytana wieczorami, nocami w danii.

    się, czy ten dzień faktycznie jest w trakcie dziania się, czy tylko udaje, że się odbywa.
    bohater łazienki na pewien czas ograniczył swoje życie do tytułowego miejsca, ja odbywam w łóżku podróż do kresu nocy1, nie próbując nawet sprawdzić, czy gdzieś tam nadal istnieje podłoga, ukradkiem przyglądam się wszystkiemu spod kołdry, odmieniam przez przypadki majaki i nie wiem, mariusz naprawdę dzisiaj dzwonił, żeby zapytać, kiedy przyjadę? pisała do mnie matka z zapytaniem, co porabiam, a marta, że ma dla mnie książkę?

      .1 ale w moim rozkojarzeniu trafia do mnie co drugie słowo celine’a, chociaż bywa i tak, że zatrzymuję się na jakimś jego zdaniu, wszystkie te mięsa wokoło potwornie krwawiły, oddając mu bezwiednie i bez reszty wyobraźnię.

    ale

    Brak komentarzy

    jak zwykle wyszło jak zwykle, skutkiem czego cały dzień spędzam w łóżku, oglądając różne seriale i wymieniając smsy z towarzyszami niedoli.

    clap

    Brak komentarzy

    your hands, say nie upiję się dzisiaj, nie wypalę dwóch paczek papierosów, nie wezmę udziału w karaoke, wrócę wcześnie do domu.


    • RSS